„Rzeczpospolita”: Po co producentowi mundurów i wyposażenia osobistego żołnierzy fabryka garniturów?

Andrzej Tabaczyński, prezes Arlen SA: Dla nas zakład Tarnowski Górach, w który na wejściu zainwestowaliśmy 10,2 mln zł to nie „fabryka garniturów” w potocznym znaczeniu. To zakład o dużej kulturze produkcyjnej pozwalającej na produkcję odzieży wyjściowej i galowej, a więc w obszarze, który uzupełnia naszą ofertę dla służb mundurowych. Dzisiaj nasza grupa to pięć zakładów i blisko tysiąc pracowników. Dla państwa i wojska ma znaczenie, czy za ofertą stoi rzeczywista baza wytwórcza, zaplecze organizacyjne i podatki płacone w kraju. Tarnowskie Góry wzmacniają nas również w segmencie, w którym w Europie ubywa wyspecjalizowanych wykonawców.

Czytaj więcej

„Rzeczpospolita” ustaliła: Hełmy z czasów PRL ciągle w użytku w polskiej armii

Kiedy ruszy produkcja mundurów galowych?

Chcemy być gotowi niezwłocznie po zakończeniu wymaganych procedur zatwierdzenia wzorów. Od strony operacyjnej właśnie do tego się przygotowujemy. W tego rodzaju projektach tempo zależy jednak również od przebiegu procedur formalnych, dlatego wolę mówić o gotowości niż o sztywnych terminach.

Zmiana wzoru munduru polowego będzie momentem weryfikacji dla producentów

Jaki jest wasz udział w Operacji „Szpej”, czyli wymiany i unowocześnienia osobistego wyposażenia żołnierzy?

Warto najpierw uporządkować, czym dziś jest Operacja „Szpej”. To nie pojedynczy przetarg, lecz szerokie przedsięwzięcie modernizacyjne dotyczące wyposażenia indywidualnego żołnierza. Obejmuje ono równolegle wiele kategorii, od umundurowania i ochrony balistycznej po wyposażenie osobiste, optykę, broń i rozwiązania organizacyjne. Nasz udział ma więc charakter konkretny i jasno określony. Uczestniczymy w tej części, w której dysponujemy rzeczywistym zapleczem, przede wszystkim w obszarze odzieży, materiałów specjalistycznych oraz wybranych elementów wyposażenia osobistego. Jesteśmy do tego naturalnym partnerem.

Wojsko ma zmieniać wzór munduru polowego. Nadchodzi czas żniw dla producentów?

Nie używałbym słowa „żniwa”. Sama zmiana wzoru czy kamuflażu nie oznacza automatycznie nadzwyczajnego wzrostu popytu. Bardziej prawdopodobne jest płynne przejście od obecnych rozwiązań do nowych, przy zachowaniu ciągłości dostaw. Dla producentów będzie to natomiast istotny moment weryfikacji. W takich postępowaniach liczą się badania, certyfikacja, zdolność do realizacji dużych zleceń produkcyjnych, powtarzalna jakość i terminowość dostaw. To rynek wyrobów wysoko specjalistycznych, dlatego bariera wejścia jest naturalnie wysoka. Z punktu widzenia państwa znaczenie ma także to, czy dostawa opiera się na rzeczywistej produkcji w kraju.

Ale czy w takim razie wprowadzenie nowego munduru wiąże się z jakimiś ulepszeniami, innowacjami? Czy to po prostu zmiana kamuflażu?

Przecież bez przerwy pracujemy nad rozwojem materiałów i wyrobów o bardzo wysokich parametrach użytkowych i ochronnych. Niezależnie od tego, jak wygląda kamuflaż. Dotyczy to przede wszystkim laminatów, odzieży warstwowej oraz rozwiązań łączących ochronę z komfortem i funkcjonalnością. Na targach we Frankfurcie pokazaliśmy nowe rozwiązanie materiałowe. To tkanina łącząca wodoodporność, paroprzepuszczalność i trudnopalność. Na tym etapie nie chcę wchodzić w szczegóły, ale mogę powiedzieć, że badania prowadzone w laboratoriach akredytowanych potwierdzają założone parametry. Najważniejsze pozostaje jednak to, by nie opowiadać o innowacji, lecz skutecznie ją wdrożyć.

Czytaj więcej

Brudne mundury i używana bielizna. Wojsko reaguje na skargi rezerwistów

Innowacje to jedno, rzeczywistość – drugie. Mieliśmy niedawno spore zamieszanie z butami dla żołnierzy, kiedy MON zaostrzył rygory wobec obuwia kupowanego przez wojskowych na własną rękę. Lepszego od tego służbowego. W jaki sposób dotyka to waszej firmy?

Patrzymy na to spokojnie i pragmatycznie. Wojsko nie może dopuścić do pełnej dowolności, ale równocześnie żołnierz powinien mieć dostęp do obuwia, które rzeczywiście sprawdza się w służbie. Dlatego jasne i racjonalne wymagania są potrzebne. Rozwijamy segment obuwia w modelu profesjonalnym, opartym na jakości, zgodności z wymaganiami oraz dostawach realizowanych w uporządkowanym systemie zakupowym. Jeżeli resort wypracuje rozsądne zasady dopuszczania dobrych modeli, będzie to korzystne zarówno dla żołnierzy, jak i dla odpowiedzialnych producentów.

Andrzej Tabaczyński, prezes Arlen SA

Andrzej Tabaczyński, prezes Arlen SA

Foto: materiały prasowe

Prezes Alder SA: Operacja „Szpej” nie skończy się w jednym punkcie w czasie

Czy udział w Operacji „Szpej” i tak szeroka oferta przełoży się na wyniki firmy? Kurs waszych akcji jest niższy niż podczas oferty publicznej. Analitycy są ostrożni w prognozowaniu waszych przychodów i zysków.

Jako spółka publiczna nie komentujemy wyników przed ich oficjalną publikacją i nie składamy deklaracji wynikowych poza obowiązującym reżimem informacyjnym. Mogę natomiast powiedzieć jedno: nie jesteśmy firmą zbudowaną na jednej okazji czy jednym kontrakcie. To przedsiębiorstwo rozwijane od ponad 30 lat. Dziś działa jako spółka publiczna, z realną bazą przemysłową, własnymi zakładami, zapleczem rozwojowym i rosnącą obecnością na rynkach zagranicznych. Dlatego koncentrujemy się na długoterminowej wartości spółki.

Jaka jest strategia firmy, kiedy Operacja „Szpej” zacznie przynosić zakładane efekty i wojsko nie będzie potrzebowało wyposażenia w takiej skali jak obecnie?

Nasza strategia nie jest zbudowana pod jeden program ani pod jeden moment zwiększonego popytu. Nawet jeśli największe braki ilościowe zostaną z czasem uzupełnione, pozostaną potrzeby odtworzeniowe, wymiana wyposażenia, kolejne zmiany standardów, nowy wzór munduru polowego i rosnące oczekiwania jakościowe. Operacja „Szpej” nie wygląda jak przedsięwzięcie, które kończy się w jednym punkcie w czasie. To raczej proces modernizacyjny, który będzie dalej ewoluował. Dlatego działamy równolegle w kilku kierunkach: rozwijamy firmę organicznie, wzmacniamy eksport, inwestujemy w zakłady i technologie oraz analizujemy możliwe akwizycje.

Tylko wasza aktywność eksportowa nie jest specjalnie imponująca.

Udział eksportu w przychodach nie odzwierciedla całej pracy, jaką trzeba wykonać, aby wejść na rynki zagraniczne. W naszej branży jest to proces długi i wymagający. Często zajmuje kilka lat. Znaczenie mają jakość, zgodność z wymaganiami, certyfikacja, wiarygodność wykonawcy i zdolność do terminowej realizacji. To, że potrafimy uczestniczyć w zagranicznych przetargach, jest najlepszym dowodem, że to, co robimy, ma wartość nie tylko w Polsce. Równocześnie widzimy rosnące znaczenie bezpiecznego łańcucha dostaw oraz europejskiego pochodzenia produkcji. W tym obszarze mamy mocne argumenty, ponieważ dysponujemy własną bazą wytwórczą.

Chcemy, abyśmy rozwijali się jako silna, samodzielna polska grupa produkcyjna. Taki jest sens naszych inwestycji.

Andrzej Tabaczyński, prezes Arlen SA

A produkcja cywilna?

To pytanie można rozumieć dwojako. Jeżeli mówimy o klasycznej produkcji cywilnej, czyli o rynku outdoorowym i sprzedaży do klienta indywidualnego, nie jest to dziś nasz priorytet. Mamy świadomość, że nasze produkty mogłyby znaleźć tam odbiorców, ale świadomie nie chcemy się rozpraszać. Jeżeli natomiast przez „produkcję cywilną” rozumieć segment odzieży taktycznej czy militarno-outdoorowej, to również jest to odrębny rynek, z własną logiką i zupełnie innym modelem sprzedaży. Tam sprzedaje się przede wszystkim do klienta detalicznego. My działamy inaczej. Koncentrujemy się na współpracy z instytucjami i profesjonalnymi odbiorcami, którzy oczekują powtarzalności, zgodności z wymaganiami, skali oraz odpowiedzialności za realizację dostaw.

Jak będzie wyglądał rozwój osobistego wyposażenia żołnierzy?

To wyposażenie będzie coraz bardziej systemowe. Coraz rzadziej będzie chodziło o pojedynczy produkt, a coraz częściej o to, w jaki sposób współpracują ze sobą jego poszczególne elementy. Mundur, warstwy ochronne, maskowanie, ergonomia, kompatybilność z innym wyposażeniem, komfort użytkowania i komunikacja będą tworzyły jeden spójny układ. W dłuższym horyzoncie rosnąć będzie znaczenie materiałów wielofunkcyjnych, lepszego maskowania oraz rozwiązań integrujących odzież z dodatkowymi funkcjami użytkowymi. Nie będzie to rewolucja jednego dnia, ale kierunek jest wyraźny. Naszą rolą jest być gotowym od strony materiałowej, konstrukcyjnej i produkcyjnej.

Jak to się przekłada na plany inwestycyjne?

Inwestujemy w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozwijamy własne zdolności produkcyjne, technologie i zaplecze badawczo-rozwojowe. Z drugiej analizujemy możliwe przejęcia, które realnie wzmacniają naszą działalność i dają nam nowe, trudne do skopiowania atuty. Nie interesuje nas wzrost dla samej skali. Chcemy, abyśmy rozwijali się jako silna, samodzielna polska grupa produkcyjna. Taki jest sens naszych inwestycji.