Jednym z ciekawszych dokumentów podpisanych w czasie szczytu NATO w Ankarze jest umowa o współpracy między Belgią a Holandią, dotycząca wspólnej budowy systemu obrony powietrznej. Oznacza ona kolejny krok ku odbudowie obrony przeciwlotniczej w belgijskich wojskach lądowych (Landmacht, Force Terrestre). Belgia nie posiada bowiem takiej formacji od 2017 r., a faktycznie już od przełomu tysiącleci. Podobnie jak wiele innych rodzajów uzbrojenia, padła ona ofiarą cięć budżetowych – bywało, że Bruksela wydawała na obronność mniej niż 1 proc. PKB.
NASAMS jako „panniderlandzki” system obrony przeciwlotniczej
Umowa podpisana przez Belgię w czasie szczytu w Ankarze ma duże znaczenie, bowiem dokument podpisany przez ministra obrony Belgii Theo Franckena i jego holenderską odpowiedniczkę Dilan Yeşilgöz w praktyce oznacza początek drogi ku zakupowi zestawów przeciwlotniczych. Nie jest to też niespodziewana decyzja, pierwsze pogłoski pojawiły się bowiem jeszcze przed szczytem Sojuszu w Hadze w czerwcu 2025 r. Zgodnie z ówczesnymi doniesieniami rdzeniem belgijskiej obrony powietrznej ma być amerykańsko-norweski NASAMS, opracowany przez norweski koncern Kongsberg we współpracy z amerykańskim RTX (dostarcza on m.in. pociski rodziny AIM-120 i AIM-9X). Na razie nie ma mowy o zakupie systemu wyższego szczebla, np. francusko-włoskiego SAMP/T czy amerykańskiego Patriota. Już jednak sam NASAMS, choć jest systemem stosunkowo krótkiego zasięgu, będzie ogromnym wzmocnieniem – obecnie belgijskiej armii i infrastruktury krytycznej nie chroni niemal nic.
Czytaj więcej
Z dziesięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce aż dziewięć tysięcy stacjonuje tu rotacyjnie. To znaczy, że ich obecność może zostać wstrzyma...
W grę wchodzi całkiem niemały zakup, bo chodzi o 10 „systemów” (raczej zestawów ogniowych niż baterii) NASAMS. Sam model współpracy ma być podobny do tego znanego ze wspólnego zakupu fregat do zwalczania okrętów podwodnych w ramach programu ASWF. Wśród potencjalnych korzyści wskazano m.in. obniżenie kosztów zakupu, eksploatacji i szkoleń oraz ułatwienie wymiany doświadczeń między partnerami. Atutem jest także względna „europejskość” systemu, mimo wykorzystywania m.in. pocisków z USA. Co ciekawe, przewidywana jest również dzierżawa niewielkiej liczby zestawów NASAMS – nie wiadomo, czy od Holandii, czy od innego użytkownika.
Warto dodać, że zakupem NASAMS interesował się również Luksemburg. Choć to niewielkie państwo o skromnej armii, planuje nabycie systemu obrony powietrznej. Współpraca z krajami, z którymi Luksemburg dzieli niderlandzką historię i współtworzy grupę BENELUX, znacznie ułatwiłaby realizację programu.
Belgia odbudowuje obronę powietrzną również dzięki polskim Piorunom
NASAMS stanowić będzie wyższe piętro obrony przeciwlotniczej. Jej uzupełnieniem mają być systemy bliskiego zasięgu. Jeden z nich to kupiony latem ubiegłego roku polski PPZR Piorun. Dla przypomnienia: Belgia nabyła 40 zespołów startowych i do 300 pocisków za 137 mln euro, a dostawy rozpoczęły się w grudniu 2025 r.
Dodatkowo, w ramach wspólnego zakupu z Holandią, Belgia pozyska 20 systemów przeciwlotniczych Rheinmetall Skyranger 30. Nie wiadomo, jaki pojazd będzie ich nośnikiem – moduł wieżowy montuje się zwykle na kołowych transporterach opancerzonych 6×6 lub 8×8, ale może on też trafić na ciężarówkę o odpowiednich parametrach. Dzięki armacie kal. 30 mm systemy te zapewnią belgijskim żołnierzom mobilną ochronę, również przed dronami.
Uzupełnieniem tego potencjału ma być 14 radarów wielozadaniowych Thales GM200, 54 wozy dowodzenia oraz nieujawniona liczba ciężarówek Iveco, zapewne pełniących funkcję nośników. Łączna wartość zakupu, wraz z amunicją, ma wynieść ok. 3,1 mld euro. Za produkcję, a następnie serwis, w pewnym stopniu ma odpowiadać przemysł belgijski, co zapewni stabilność łańcucha dostaw i przełoży się na rozwój lokalnej gospodarki. Belgijskie firmy mają odpowiadać za rozwój systemów startowych, oprogramowania, elektroniki, wybranych elementów radarów, systemów cyberbezpieczeństwa itd.