W Polsce politycy często mylą Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni ze strukturami Unii Europejskiej. Czym właściwie jest ta formacja?
Rzeczywiście, wiele osób ma takie skojarzenie. Tu, w Szczecinie, bywamy niekiedy nazywani „Eurokorpusem”. Tymczasem jesteśmy Wielonarodowym Korpusem Północno-Wschodnim i w całości działamy w ramach struktur NATO. Istnieje co prawda Eurocorps z siedzibą we Francji, który jest bardziej powiązany z Unią Europejską, choć również należy do NATO. Ale nasza rola jest inna. Jesteśmy lądowym taktycznym dowództwem szczebla korpusu. Typowy korpus obejmuje od 75 do 150 tysięcy żołnierzy, w zależności od rodzaju wykonywanej misji.
Jak zmieniły się zadania Korpusu po 2014 i 2022 r.?
Między 2014 a 2022 r. zaszła zasadnicza zmiana. Do roku 2014 nasze zadania miały charakter bardzo ogólny. Działaliśmy na wysokim szczeblu, blisko współpracując z państwami członkowskimi na poziomie porównywalnym ze sztabem generalnym.
Po rosyjskiej inwazji na wschodnią Ukrainę oraz aneksji Krymu zmienił się charakter naszej misji. Staliśmy się pierwszym regionalnym dowództwem w Strukturze Sił NATO z wyraźnie określonym rejonem odpowiedzialności oraz przypisanymi do niego jednostkami w Polsce, Estonii, Litwie i Łotwie.
Czytaj więcej
Bałtyk to dziś kluczowy akwen dla bezpieczeństwa całej północnej flanki NATO. I dlatego zakup okrętów podwodnych ma sens. To element nowej architek...
Po 2022 r., wraz z przyjęciem nowych planów obronnych NATO, nasze zadania stały się jeszcze bardziej skoncentrowane. Nadal obejmujemy ten sam obszar geograficzny, ale skupiamy się teraz ściśle na środowisku lądowym, na poziomie, który w Polsce odpowiada II Korpusowi Polskiemu.
Kolejna ważna zmiana nastąpi w lipcu tego roku, kiedy siły lądowe Sojuszu na Łotwie i w Estonii przejdą pod dowództwo I Korpusu Niemiecko-Holenderskiego. To pozwoli nam skoncentrować się wyłącznie na Litwie i północno-wschodniej Polsce, w tym także na Przesmyku Suwalskim, który mój dowódca określa mianem „miękkiego podbrzusza Europy”.
W marcu Korpus uzyskał pełną gotowość operacyjną. Co to w praktyce oznacza?
Mogliśmy wykonywać nasze zadania już wcześniej, co potwierdziliśmy w licznych ćwiczeniach. Ale certyfikacja NATO – odbywająca się w cyklu czteroletnim – jest formalnym potwierdzeniem tej gotowości przez zewnętrznych ewaluatorów. Ostatnim razem byliśmy certyfikowani w 2017 i 2021 r. Teraz przeszliśmy ten proces już jako korpus bojowy o nowym profilu zadań. Certyfikacja pomaga też zidentyfikować obszary wymagające poprawy. To swoisty system kontroli jakości, dzięki któremu utrzymujemy stałą gotowość.
Trzy dywizje pod dowództwem Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego
Jaki jest obecny skład sił podległych Korpusowi?
Obecnie mamy pod dowództwem trzy dywizje. Pierwsza to Wielonarodowa Dywizja Północny Wschód, której podporządkowane są m.in. dowodzona przez USA wielonarodowa grupa bojowa rozmieszczona w Bemowie Piskim oraz 15. Brygada Zmechanizowana z Giżycka – oczywiście w ramach struktury NATO, nie w ramach narodowego łańcucha dowodzenia. Druga to 1. Dywizja Litewskich Wojsk Lądowych. Trzecia to dywizja niemiecka, a w jej składzie – budowana właśnie niemiecka brygada na Litwie z wielonarodową grupą bojową Litwa.
To dobry przykład praktycznego wymiaru więzi transatlantyckich. W naszym obszarze odpowiedzialności obecność amerykańska skupia się – na mocy NATO-wskich porozumień – w Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód, natomiast poza tym nasze siły mają charakter przede wszystkim europejski.
Jaki jest aktualny status formalizacji litewskiego statusu jako narodu ramowego? Dziś państwami ramowymi są tylko Niemcy, Dania i Polska.
Proces wojskowy został już zakończony. Teraz czekamy na decyzje polityczne. W niektórych krajach wymaga to zatwierdzenia przez parlamenty. Mamy już jednak znaczącą litewską obecność w naszym sztabie, w tym oficera w stopniu generała brygady. Litwini już teraz przejmują kolejne stanowiska i obowiązki.
Dwa korpusy na obszarze, za który w czasie zimnej wojny odpowiadało osiem korpusów
Co w praktyce oznacza przejście z jednego do dwóch korpusów na obszarze bałtyckim?
To o wiele więcej niż zmiana administracyjna. Pozwala nam skupić się z pełną precyzją na jednym zestawie problemów operacyjnych. Na Przesmyku Suwalskim z Obwodem Kaliningradzkim z jednej strony i granicą z Białorusią z drugiej. Dzięki temu możemy wejść w szczegóły planowania z naszymi państwami-gospodarzami – Litwą i Polską – i wspólnie wypracowywać najlepsze rozwiązania.
Warto pamiętać, że podczas zimnej wojny tę samą linię frontu, którą wkrótce obejmą dwa korpusy, obsadzało osiem korpusów wzdłuż granicy wewnątrzniemieckiej. Choć technologia zmieniła te liczby, to wciąż łatwiej jest zarządzać taktycznie mniejszym odcinkiem frontu. Widzieliśmy to zresztą na własnych ćwiczeniach. Podczas Griffin Lightning 25 musieliśmy jednocześnie rozwiązywać dylematy w północnej Estonii i na Przesmyku Suwalskim, a to obciążało nasz sztab.
Dlaczego ta zmiana zajęła aż cztery lata od szczytu w Madrycie w 2022 r.?
W Madrycie uzgodniono plany obronne, które zakładają zwiększenie gotowości wojsk Sojuszu w sytuacji kryzysu lub konfliktu. Nowy model sił NATO opiera się na lepszym powiązaniu zdolności wojskowych państw członkowskich z NATO-wskimi założeniami obronnymi. Żeby je zrealizować, państwa musiały wygenerować i przydzielić odpowiednie siły, a to wymaga czasu.
I Korpus Niemiecko-Holenderski był wcześniej przeznaczony do operacji reagowania kryzysowego poza Europą, musiał więc zmienić profil, poznać środowisko operacyjne i przygotować się do nowej roli. Niemcy i Holandia musiały też podjąć decyzję, że są gotowe do przejęcia odpowiedzialności. W praktyce przekazywanie odpowiedzialności trwa już od półtora roku. Teraz po prostu finalizujemy ten proces.
Czytaj więcej
Z USA do Polski dotarła szósta partia czołgów M1A2 SEPv3. Objęła 36 Abramsów i 7 wozów zabezpieczenia technicznego Herkules. Polska odebrała już 18...
Kiedy niemiecka brygada na Litwie osiągnie pełną gotowość?
Pełna brygada ma być na miejscu na Litwie do 2027 r.. Do tego czasu w Niemczech pozostaje brygada w gotowości rezerwowej – na tym samym poziomie gotowości co inne brygady sił wysuniętych w Polsce, na Łotwie i w Estonii. Mamy więc zabezpieczenie na wypadek konieczności jej aktywacji.
A jak wygląda koordynacja między oboma korpusami?
Nad oboma korpusami stoi dowódca Sojuszniczego Dowództwa Wojsk Lądowych (LANDCOM). Ta struktura jest już ustanowiona. Nasze sztaby, sztab I Korpusu Niemiecko-Holenderskiego i LANDCOM wspólnie ćwiczą, planują i koordynują działania, w których uczestniczy również II Korpus Polski. Wszystko odbywa się sprawnie, bo od 2014 r. Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni intensywnie pracował nad integracją sił lądowych NATO z wojskami państw-gospodarzy na wschodniej flance, w tym także nad integracją systemów dowodzenia.
Kaliningrad to bardzo mały obszar geograficzny. Jeśli Rosjanie naprawdę upchną tam wszystko, co planują, stworzą dla nas środowisko operacyjne bardzo bogate w cele
Czy szacowana na 120–150 tysięcy liczba żołnierzy w nowym obszarze odpowiedzialności Korpusu jest wystarczająca?
Liczy się nie sama liczba żołnierzy, lecz zdolności bojowe. I to nie tylko w domenie lądowej, ale też powietrznej, morskiej i kosmicznej. Doświadczenia ukraińskie pokazują, że na każde tysiąc metrów linii frontu może przypadać zaledwie sześciu żołnierzy piechoty, a resztę przestrzeni kontrolują drony. Niedługo pytanie nie będzie brzmiało: „ilu mamy żołnierzy?”, lecz: „ilu żołnierzy potrzebujemy, żeby dowodzić naszymi systemami bezzałogowymi i jakie efekty operacyjne możemy osiągnąć z ich pomocą?”. Nasze wartości są jasne. Jeśli można wysłać maszynę zamiast żołnierza, to tak robimy.
Generał Brian Nissen: Nie możemy zakładać, że kolejna wojna będzie wyglądać tak samo, jak ta w Ukrainie
Drony zdominowały wojnę w Ukrainie. Czy to teraz główna broń?
Bezzałogowce są tu na stałe. Tego się nie cofnie. Ale nie wolno nam zakładać, że kolejna wojna będzie wyglądać tak samo, jak ta w Ukrainie. Po pierwsze dlatego, że Rosja preferuje wojnę bezkontaktową: działania destabilizacyjne wymierzone we wszystkie warstwy naszych demokratycznych społeczeństw. Po drugie, NATO dysponuje silnymi siłami powietrznymi, których Ukraina nie ma. Jeśli więc zdołamy przekonać potencjalnego przeciwnika, że konwencjonalna operacja nigdy nie zakończy się dla niego sukcesem – a do tego właśnie służy odstraszanie – to zintensyfikuje on aktywności hybrydowe, które wiążą się z mniejszymi bezpośrednimi kosztami dla ludności cywilnej niż wielka operacja lądowa, ale niosą ze sobą inne zagrożenia.
Logistyka jest piętą achillesową NATO. Czytałem, że Francja potrzebuje 45 dni, żeby przetransportować swoje jednostki koleją na wschodnią flankę. Jak Korpus sobie z tym radzi?
To jest wyzwanie, które dostrzegamy. UE pracuje nad usunięciem ograniczeń prawnych utrudniających przerzut wojsk. Bardzo to popieramy. Ściśle współpracujemy z państwami, które rozmieszczają wojska w naszym obszarze odpowiedzialności, żeby rozumieć ich harmonogramy i pomagać przezwyciężać przeszkody. Warto też pamiętać, że spora część naszych sił jest już w miejscu przeznaczenia. Nie muszą skądś przyjeżdżać. Zaplanowane na przyszły rok ćwiczenia Griffin Defender 27 będą w dużej mierze koncentrować się na szybkim rozmieszczeniu wojsk w naszym obszarze odpowiedzialności. I to zarówno przez fizyczne przemieszczenie sił, jak i przez symulacje, bo nie zawsze musimy wydawać pieniądze podatników na transport czołgu z punktu A do B, żeby udowodnić, że jest to możliwe.
Czy pana zdaniem NATO ma wystarczające siły i wolę polityczną, żeby obronić państwa bałtyckie przed rosyjską agresją?
Wola polityczna to kwestia dla polityków. My wykonujemy rozkazy. Jeśli chodzi o zdolności wojskowe: zdecydowana większość rosyjskich sił jest teraz zaangażowana w Ukrainie. Nawet po ewentualnym zawieszeniu broni ich odbudowa zajmie jakiś czas, a NATO jest na dobrej drodze do zbudowania wystarczających zdolności bojowych. Kiedy patrzę na jednostki podległe naszemu Korpusowi, każdego dnia obserwuję napływ nowego sprzętu i nowych możliwości, m.in. wyposażenia, które uwzględnia doświadczenia z wojny w Ukrainie. Do tego dochodzi przewaga NATO w dziedzinie operacji połączonych, a więc umiejętność koordynowania działań lądowych, morskich i powietrznych jednocześnie. Jestem o NATO spokojny.
Obwód królewiecki
A jak pan ocenia zagrożenie militarne ze strony Obwodu Kaliningradzkiego?
W tej chwili nie obserwuję istotnego konwencjonalnego zagrożenia lądowego z Kaliningradu, z Białorusi ani dla krajów bałtyckich graniczących z Rosją. Ale zagrożenie istnieje i nie należy go bagatelizować. W Kaliningradzie są rozmieszczone rakiety, w tym rakiety z głowicami jądrowymi, a rosyjskie służby wywiadowcze działają wokół nas nieprzerwanie. Należy też obserwować, co się wydarzy po ewentualnym zawieszeniu broni w Ukrainie. Rosjanie modernizują siły w Kaliningradzie zgodnie z lekcjami wyniesionymi z toczącej się obecnie wojny. Chcą tam mieć dywizję piechoty morskiej i wzmocniony 11. Korpus Armijny. Ogłosili to publicznie. Budują infrastrukturę. Ale pamiętajmy też, że Kaliningrad to bardzo mały obszar geograficzny. Jeśli Rosjanie naprawdę upchną tam wszystko, co planują, stworzą dla nas środowisko operacyjne bardzo bogate w cele.
Jakie przesłanie chciałby pan przekazać polskim obywatelom?
Zdaję sobie sprawę z faktu, że regularne incydenty z dronami i działania hybrydowe Rosji mogą niepokoić zwykłych obywateli. Ale nie są one wskaźnikiem, że jutro może wydarzyć się coś poważnego. Oczywiście, każdy z nas powinien zachować czujność i być w stanie rozpoznać zjawiska takie, jak choćby dezinformacja, bo stały się one częścią naszej codzienności. Ale mając na uwadze plany i zdolności, jakimi dysponują NATO i państwa członkowskie, jestem przekonany: ludzie mogą teraz spać spokojnie i żyć swoim życiem. Nie ma powodów do obaw przed wojną jutro.