Polska podpisała z Wielką Brytanią traktat o partnerstwie ws. bezpieczeństwa i obrony. Jak komentuje analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Przemysław Biskup, poza klauzulą o wzajemnej pomocy – w tym wojskowej – dokument „rozszerza współpracę w dziedzinie obrony na szerzej definiowane bezpieczeństwo, w tym przeciwdziałanie zagrożeniom hybrydowym, ochronę infrastruktury krytycznej, cyberbezpieczeństwo, współpracę wywiadowczą i zbrojeniową oraz wsparcie Ukrainy”.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki paradoks kryje się za wizerunkiem Wielkiej Brytanii jako mocarstwa jądrowego o globalnym zasięgu.
  • Z jakimi wyzwaniami mierzy się kluczowy sojusznik Polski w obszarze obronności i bezpieczeństwa.

Jak już pisaliśmy na łamach „Rz”, jeśli chodzi o obronność, to Brytyjczycy są obok Korei Południowej naszym najważniejszym partnerem przemysłowym. Jeśli spojrzymy na ich obecność wojskową nad Wisłą, to poza Amerykanami, właśnie Brytyjczycy przysyłali do nas najbardziej liczne oddziały.

Najmniej wojsk lądowych od czasów wojen napoleońskich

Przy okazji tego traktatu warto przypomnieć, że Brytyjczycy to obok Francji jedyne w Europie Zachodniej mocarstwo jądrowe. Ale jest pewna różnica. – Wielka Brytania jest jedynym europejskim sojusznikiem, który przeznaczył swój potencjał odstraszania nuklearnego na potrzeby kolektywnej obrony NATO – podkreślała w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Melinda Simmons, ambasador Wielkiej Brytanii. Jeśli dodamy do tego chociażby dwa lotniskowce klasy Queen Elizabeth, to zdolności wojskowe Brytyjczyków mogą wydawać się imponujące.

Jednak kryzys wokół cieśniny Ormuz wywołany amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran, pokazał, w jak słabym stanie znajduje się potężna na papierze Royal Navy: żaden z dwóch brytyjskich lotniskowców nie był gotowy do wysłania, a jedyny zdolny do tego okręt – niszczyciel HMS Dragon musiał być naprawiony po dopłynięciu w rejon kryzysu. Na Wyspach wywołało to falę krytyki i oburzenia.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Amerykański król jest nagi. Zaklinanie rzeczywistości Polsce nie pomoże

Brytyjskie problemy w obronności nie dotyczą tylko marynarki. – Pod koniec zimnej wojny w 1991 r. armia liczyła 155 tys. żołnierzy w czterech dywizjach, w tym dziewięć brygad pancernych i cztery brygady piechoty. W 2025 r. miała 75 tys. żołnierzy w dwóch dywizjach, w tym dwie brygady pancerne i trzy brygady piechoty. Siła bojowa zmniejszyła się o ponad połowę. Armia była również mniej gotowa do wojny. Słabo przygotowana nie tylko do wojny o wysokiej intensywności z Rosją, ale nawet do bardziej ograniczonej roli w ramach potencjalnych Sił Ubezpieczenia Ukrainy – pisze w komentarzu dla International Institute for Strategic Studies (IISS) Ben Barry.

Warto przypomnieć, że tę słabość widać także w sprzęcie. Oficjalnie Zjednoczone Królestwo ma mniej niż 300 czołgów. Dla porównania: do końca roku Polska będzie miała 250 czołgów Abrams w najnowszej wersji M1A2 SEPv3. Jeśli doliczymy do tego inne czołgi – K2, Leopardy 2, czy starsze konstrukcje, to okaże się, że mamy prawie tysiąc czołgów.

Innym przykładem słabego stanu brytyjskich wojsk lądowych, a także systemowych problemów, jest historia wozu bojowego Ajax. Wart kilkadziesiąt miliardów złotych program ma wieloletnie opóźnienie, a ostatnio wozy wprowadzone do służby zostały wycofane, ponieważ były szkodliwe dla… korzystających z nich żołnierzy.

Wzrost wydatków na obronność jest powolny

Problemy dotyczą także Royal Air Force. Np. flota samolotów F-35 jest w dosyć niskiej gotowości z powodu… cięć budżetowych. To opisuje sytuację Public Accounts Committee, parlamentarny zespół oceniający wydatki brytyjskich rządów. „Program zmaga się z niedostatecznym poziomem inżynierów, co utrudnia częstsze loty samolotów. Chociaż ten niedobór odzwierciedla szersze wyzwania w siłach zbrojnych, Ministerstwo Obrony Narodowej pogorszyło sytuację w przypadku F-35, błędnie szacując liczbę inżynierów potrzebnych na każdy samolot, nie uwzględniając pracowników korzystających z urlopów i wykonujących inne zadania.”

Problemem jest także de facto brak zdolności do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, co pokazano w podcaście Wargame, gdzie odgrywano hipotetyczny scenariusz rosyjskiego ataku ze strony morza. Listę takich braków i niedociągnięć można mnożyć.

Niektórzy twierdzą, że praprzyczyną kiepskiego stanu brytyjskiego wojska jest chroniczne niedofinansowanie. Jak podaje brytyjski parlament, między 2009 r. a 2017 r. budżet na obronność skurczył się o 22 proc. Obecnie brytyjski budżet na obronność to ok. 2,4 proc. PKB, czyli ok. 60 mld funtów. Nominalnie to ok. 300 mld zł, tak więc jest to o 100 mld zł więcej, niż wynosi nasz budżet. Z tym, że my wydajemy ponad 4 proc. naszego PKB i nie mamy na utrzymaniu bardzo kosztownego arsenału nuklearnego.

W budżecie na lata 2028/29 Brytyjczycy mają wydawać już ponad 73 mld funtów, ale na tle sojuszników ze wschodniej flanki NATO ten wzrost wydaje się zbyt wolny i zbyt mały.

Oczywiście trzeba mieć z tyłu głowy, że Brytyjczycy dysponują bardzo rozwiniętym przemysłem zbrojeniowym, mają znacznie większą flotę i siły powietrzne niż Polska, ale wydaje się, że czas świetności wojskowej Albion ma za sobą. Otwarte pozostaje pytanie, czy i kiedy wojska dawnego Imperium wrócą do stanu świetności.