W wojsku mamy dwa obozy wojskowych, które mają odmienną wizję rozwoju Sił Powietrznych RP. Jeden, reprezentowany przez gen. dyw. pil. Ireneusza Nowaka, Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych (byłego Inspektora Sił Powietrznych oraz aktywnego pilota), zakłada, że Polska potrzebuje zarówno maszyn 5. generacji, jak i samolotów generacji 4,5. Taki miks miałby zapewnić lepsze wykorzystanie zalet samolotów różnych generacji. 

F-35 Lightning II

F-35 Lightning II

Foto: Infografika PAP

Generał Nowak w wywiadzie dla „Nowej Techniki Wojskowej” stwierdził, że dzięki tzw. cross-targetingowi, czyli zdolności do naprowadzania w locie pocisków wystrzelonych przez maszyny 4. generacji, możemy osiągnąć największe zdolności. – To daje pewne zalety i nie warto a priori odrzucać tej koncepcji, tylko trzeba dalej nad nią dyskutować. Chcielibyśmy, aby docelowo na stole były oferty dla obu rozwiązań i po prostu ocenić, która oferta jest najlepsza nie tylko pod kątem operacyjnym, ale też biorąc pod uwagę korzyści przemysłowe – stwierdził gen. Nowak we wspomnianym wywiadzie.

Mówiąc o obu rozwiązaniach generał miał na myśli także propozycję drugiego obozu w Wojsku Polskim, który optuje za większą unifikacją floty i skupieniem się na zakupach wyłącznie maszyn 5. generacji. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie drugi obóz zdecyduje o przyszłości polskich Sił Powietrznych.

Za pośrednictwem mediów społecznościowych gen. Kukuła przekazał, że potrzeby definiują plany obronne, a w tym obszarze to Sztab Generalny, a nie Dowództwo Operacyjne ma decydujący głos. W tym aspekcie SG WP ma jednoznaczną opinię – najlepszym rozwiązaniem jest zakup samolotów F-35. „Zakup kolejnych F-35 jest częścią PRSZ (Planów Rozwoju Sił Zbrojnych – przyp. red.) na lata 2025-2039 z wszystkimi tego uwarunkowaniami” – napisał w serwisie X gen. Kukuła.

Polska nie kupi myśliwców F-15 ani dodatkowych F-16

Tak duża rozbieżność zdań wśród najważniejszych wojskowych w Polsce nie należy do częstych sytuacji. Jak jednak przekonuje gen. Kukuła, różnice zdań mają być ważną wartością w kulturze organizacyjnej. „To jednak SGWP ponosi odpowiedzialność za sposób organizacji walki i jej wynik. Dokonaliśmy analizy każdego z wariantów i wybraliśmy zdecydowanie korzystniejszy” – zaznacza Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Czytaj więcej

Nowy król europejskiego nieba przybywa. F-35 przelecą nad Polską

Powyższe wypowiedzi sugerują więc, że fani zakupu kolejnych F-16 lub eskadry F-15 powinni pogodzić się z faktem, że Wojsko Polskie będzie w najbliższym czasie pozyskiwać już wyłącznie maszyny 5. generacji. Nie oznacza to jednak, że szybko pożegnamy się z innymi myśliwcami. W 2025 r. zostanie podpisana umowa na modernizację wszystkich posiadanych F-16 do standardu Viper. Pozwoli to na utrzymanie ich w linii przynajmniej do końca lat 40. XXI wieku.

Polska potrzebuje większej liczby myśliwców

Ostatnie lata były czasem wielkich kontraktów. Większe środki popłynęły nawet do zaniedbywanej przez lata Marynarki Wojennej. Wyjątkowo skromne kwoty otrzymały z kolei Siły Powietrzne. Wiele lat temu ich potrzeby oszacowano na 10 eskadr (160 maszyn) wielozadaniowych samolotów bojowych. Doliczyć do tego trzeba szereg maszyn wsparcia – samolotów wczesnego ostrzegania oraz latających tankowców, a także lotnictwo transportowe.

Choć Siły Powietrzne kojarzą nam się z nowoczesnością, to ich stan nie napawa dziś optymizmem. W służbie mamy bowiem trzy eskadry F-16 (z perspektywą służby do 2050 roku). Do 2032 roku gotowość operacyjną osiągnąć mają dwie eskadry F-35. I na tym niestety koniec. Nawet gdyby zaliczyć 36 samolotów szkolno-bojowych FA-50PL za pełnoprawne wielozadaniowe samoloty bojowe, brakowałoby nam ponad 40 samolotów. Ich koszt może wynieść, w zależności od liczby zamówionych maszyn, ok. 6-9 mld dol.

Foto: PAP

Z perspektywy Sił Powietrznych, każdy rok oczekiwania na kolejne F-35 to większe zużycie posiadanych F-16. Problemem pozostaje także brak latających tankowców. Dekadę temu od wspólnego zakupu (z innymi krajami NATO) zrezygnował ówczesny minister obrony narodowej, Antoni Macierewicz. Argumentowano to potrzebą posiadania własnych (a nie współdzielonych) tankowców. Maszyn jednak nie zakupiono. Luka w zdolnościach ma zostać (przynajmniej częściowo) załatana przy pomocy planowanych zakupów z Hiszpanią w ramach unijnego instrumentu SAFE.

W ramach SAFE zakupić chcemy także samoloty transportowe A400M. Obecnie kręgosłup polskiej floty samolotów transportowych stanowi pięć używanych samolotów C-130H Hercules. Maszyny mają ponad 30 lat i potrafią zabrać na pokład 19 ton ładunku. Doprowadzenie wszystkich pięciu egzemplarzy do pełnej sprawności zajęło ponad 3 lata. Dla porównania, niemiecka flota transportowa składa się z 53 nowych samolotów A400M Atlas. Każdy może zabrać 37 ton ładunku. Sami Niemcy mają dodatkowo prowadzić rozmowy na temat kolejnego zakupu, dodatkowych od 10 do 20 maszyn.

Ostatnią piętą achillesową polskich Sił Powietrznych pozostają samoloty wczesnego ostrzegania. Polska w 2023 roku zakupiła dwa używane Saab-340 AEW. Są to maszyny wyprodukowane w latach 1997 i 1998, więc rozwiązanie należy traktować jako pomostowe. Potrzeby Sił Powietrznych są więc duże, a przecież nie wspomnieliśmy nawet o kwestii lotnictwa śmigłowcowego, które nadal opiera się na wyprodukowanych w zeszłym stuleciu.