43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł. Maksymalnie tyle pożyczymy z unijnego Instrumentu SAFE. Te środki zostaną przeznaczone głównie na zakup uzbrojenia i projekty związane ze zwiększaniem naszych zdolności do obrony jak np. Tarcza Wschód, która ma wzmacniać naszą wschodnią granicę.

Choć jednym z głównych celów Komisji Europejskiej przy okazji tego programu jest wzmacnianie i integracja oraz zmniejszenie rozdrobnienia europejskiego przemysłu obronnego poprzez wspólne zakupy co najmniej dwóch krajów UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Ukrainy bądź Kanady, to do końca maja można dokonywać zakupów w ramach tzw. single procurement. Dzięki tej derogacji poszczególne kraje mogą nabywać sprzęt samodzielnie. To właśnie z tej furtki chce skorzystać Polska, by większość według deklaracji rządzących ponad 80 proc. pożyczanych środków skierować do polskiego przemysłu obronnego.

To będą żniwa PGZ z programu SAFE

Dlatego w czwartek, piątek i sobotę odpowiedzialna za cały proces Agencja Uzbrojenia ma podpisać ponad 40 umów i aneksów na zakup uzbrojenia z polskimi przedsiębiorstwami branży zbrojeniowej. Ich wartość najpewniej przekroczy 100 mld zł. W ostatnich tygodniach trwały intensywne negocjacje. Na bieżąco zaangażowana była w nie także Prokuratoria Generalna, która przed podpisaniem takie umowy musi zatwierdzać. Przez te trzy dni część z nich będzie podpisana w Warszawie, a część bezpośrednio w zakładach produkcyjnych – wiadomo, że będą tam także politycy, m.in. premier Donald Tusk.

Jakich umów można się spodziewać? Jednym z większych wygranych tego zakupowego szału będzie wchodząca w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Huta Stalowa Wola. Ten zakład podpisze umowy na 150 bojowych wozów piechoty Borsuk czy prawie 100 armatohaubic Krab. To w dużej mierze wyczerpie obecne moce produkcyjne do 2030 r. Jeśli chodzi o pojazdy, to Rosomak może się spodziewać, że zapewne zakontraktuje kolejne transportery opancerzone.

Czytaj więcej

Bartosz Grodecki. Nowy szef BBN to przeciwnik unijnego SAFE i świetny organizator

Co najmniej kilka mld zł zostanie przeznaczonych na nabycie amunicji 155 mm. Obecnie w kilku spółkach Polskiej Grupy Zbrojeniowej prowadzone są inwestycje, które mają doprowadzić do znacznego zwiększenia zdolności produkcyjnych w tym obszarze. Są one finansowane ze środków Funduszu Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych. Według deklaracji przedstawicieli PGZ, od 2028 r. te możliwości powinny wynosić co najmniej 150 tys. rocznie, ale to założenie wydaje się dosyć optymistyczne. Głównymi beneficjentami tych umów będą takie spółki jak Mesko, Dezamet czy Kraśnik.

Polskie firmy skorzystają także w domenie morskiej. Wiadomo, że refinansowana zostanie umowa na okręt Ratownik i spodziewane jest podpisanie umowy na budowę okrętu Hydrograf. Już wcześniej politycy, m.in. Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, Pełnomocnik Rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, informowali o tym, że to ze środków z pożyczek z SAFE sfinansowany zostanie zakup systemu antydronowego SAN. Jego wartość to ok. 15 mld zł, a wykonawcami będą m.in. PGZ, gdyńska spółka APS i norweski potentat Kongsberg.

Oprócz państwowej zbrojeniówki, która podpisze najwięcej kontraktów, ręce może zacierać też największy prywatny podmiot zbrojeniowy, czyli Grupa WB. Ożarowska firma powinna podpisać co najmniej cztery umowy: na amunicję krążącą Warmate, obserwacyjne bezzałogowce FlyEye, system uderzeniowo-rozpoznawczy Gladius i system rozpoznawania i obrony powietrznej Force Protection. Ich wartość może sięgnąć nawet kilkunastu miliardów złotych, co dla spółki, której obroty wynoszą ok. 3 mld zł będzie olbrzymim impulsem do rozwoju.

SAFE. Koszty, kontrowersje, kooperacja

Jakie będą koszty finansowe tego programu? Tego precyzyjnie nie da się wyliczyć, ponieważ dokładne oprocentowanie będzie określane każdorazowo dla kolejnych wypłacanych transz i bezpośrednio powiązane z tym, na jakich warunkach może pożyczać środki Komisja Europejska. Obecnie to oprocentowanie wynosi ok. 3,5 proc. w skali roku. Warto podkreślić, że jest to taniej niż gdyby Polska pożyczała te środki samodzielnie. Gdyby jednak w najbliższych latach doszło do mało prawdopodobnej zmiany, że to rząd Polski może pożyczać taniej niż KE, to nie ma przymusu skorzystania z tych środków – należy je traktować jako linię kredytową.

W Polsce pożyczki z Instrumentu SAFE wywołały polityczną burzę. Program SAFE ostro krytykuje opozycja z Prawa i Sprawiedliwości, która wcześniej go popierała, a prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. Ten ruch spowodował, że wydatkowanie tych środków proceduralnie będzie nieco bardziej skomplikowane i projekty służb podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji m.in. Straży Granicznej będzie finansować Ministerstwo Obrony Narodowej.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Pożyczki z SAFE. Za wcześnie na odtrąbienie sukcesu

Jednak mimo tej awantury i podpisywania umów w ostatniej chwili, tak naprawdę prawdziwe schody przed polskim przemysłem obronnym się dopiero zaczynają. Wszystkie projekty muszą zostać zrealizowane do 2030 r., a to oznacza, że polskie firmy muszą znacząco zwiększyć swoje moce produkcyjne. Jak niedawno informowaliśmy na łamach „Rz”, Bank Gospodarstwa Krajowego szacuje te potrzeby inwestycyjne na ponad 30 mld zł. Patrząc jednak na branżę zbrojeniową, zarówno w Polsce, jak i w innych zachodnich krajach, można mieć obawy, czy te inwestycje zostaną przeprowadzone wystarczająco szybko i sprawnie.

Z tych ponad 180 mld zł, które Polska może pożyczyć z unijnego Instrumentu SAFE, do soboty zostanie rozdysponowane nieco ponad 100 mld zł. Co z resztą tych środków? One będą wydawane już zgodnie z zasadą „common procurement”, czyli na zakupy przeprowadzane przez co najmniej dwa kraje członkowskie. Część tych środków trafi do polskiego przemysłu – można zakładać, że np. zestawy przeciwlotnicze Piorun będą kupowane zarówno przez nasze MON, jak i inne Siły Zbrojne. Z kolei wiadomo też, że Polska chce kupić latające tankowce MRTT od Airbusa i ten zakup przeprowadzimy zapewne wspólnie z Hiszpanią.

Wspólne zamówienia też są szansą dla naszego przemysłu zbrojeniowego, ale wydaje się, że w tym wypadku bardziej skorzystają spółki prywatne niż państwowe. Wiadomo, że bezzałogowce od Grupy WB kupi Rumunia, a swoje zainteresowanie wyraziła też m.in. Kanada.