Tegoroczny sierpień przyniesie jedno z ważniejszych wydarzeń we współczesnej historii Polskiej Marynarki Wojennej. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 12 sierpnia kadłub pierwszej fregaty programu Miecznik, prototypowego ORP Wicher, zsunie się z pochylni PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni na wodę.

Reklama
Reklama

Po raz pierwszy od dekad Polska zacznie wprowadzać do służby duże okręty bojowe zbudowane w krajowej stoczni. Same fregaty programu Miecznik mają być przy tym największymi okrętami w historii naszej marynarki. Każda z nich ma mieć wyporność około 7000 ton i długość niemal 139 metrów.

Fregata Miecznik

Fregata Miecznik

Foto: PAP

Druga jednostka serii, ORP Burza, ma już za sobą cięcie blach (5 maja 2025 r.) i położenie stępki (18 grudnia 2025 r.). Jej wodowanie przewidywane jest na wrzesień 2027 roku, a wejście do służby na kwiecień 2030 roku. Trzecia i ostatnia z fregat, ORP Huragan, wchodzi obecnie w pierwszą fazę realizacji. Cięcie blach rozpoczęło się 28 kwietnia. Położenie stępki przewidziano na listopad, wodowanie na wrzesień 2028, a przekazanie marynarce na koniec 2031 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, cały program domknie się więc na początku kolejnej dekady.

Skąd wzięły się nazwy polskich fregat budowanych w ramach programu Miecznik?

Z uwagi na stopień zaawansowania projektu Miecznik warto przypomnieć, skąd w ogóle wzięły się i jakie znaczenie w historii Polskiej Marynarki Wojennej mają wybrane dla fregat nazwy. Wszystkie trzy nawiązują do powstałej w okresie II Rzeczpospolitej tradycji nazywania dużych okrętów nawodnych, czyli w polskim przypadku niszczycieli, od nazw zjawisk atmosferycznych. Tradycja ta sięga 1926 roku, kiedy to ówczesny minister spraw wojskowych marszałek Józef Piłsudski osobiście wybrał pierwsze nazwy dla zamówionych we Francji niszczycieli. Były to właśnie Wicher i Burza.

Pierwszy ORP Wicher został zwodowany 10 lipca 1928 roku we francuskiej stoczni Chantiers Navals Français w Blainville nad kanałem La Manche. Polską banderę podniesiono na nim 8 lipca 1930 roku. Wicher był pierwszym nowoczesnym dużym okrętem bojowym odrodzonej Rzeczpospolitej. W okresie międzywojennym pełnił funkcję jednostki flagowej Dywizjonu Kontrtorpedowców. W historii zapisał się też politycznie. To właśnie ten okręt wpłynął 14 czerwca 1932 roku do gdańskiego portu, demonstrując zbrojnie polskie prawa do korzystania z niego mimo sprzeciwu miejskiego Senatu.

Czytaj więcej

Polska Marynarka Wojenna powiększa się w tempie niewidzianym od dekad

Wybuch wojny zastał Wichra na Bałtyku. Jako jedyny z czterech polskich niszczycieli brał udział w obronie polskiego wybrzeża. Pozostałe trzy polskie niszczyciele w ramach operacji Peking odpłynęły do Wielkiej Brytanii. 3 września 1939 roku, po krótkim pojedynku artyleryjskim z niemieckimi niszczycielami, Wicher został zatopiony w porcie helskim przez bombowce nurkujące Ju 87 Stuka.

Bliźniaczy ORP Burza miał znacznie dłuższą i bogatszą służbę. Po wodowaniu 16 kwietnia 1929 roku i podniesieniu bandery 10 sierpnia 1932 roku spędził lata trzydzieste na rejsach reprezentacyjnych po portach bałtyckich, a w maju 1937 roku reprezentował polską marynarkę na rewii morskiej w Spithead z okazji koronacji króla Jerzego VI.

Czytaj więcej

Polska marynarka doczeka się Huraganu. Rusza budowa ostatniej fregaty z programu Miecznik

Tuż przed wybuchem wojny, w ramach operacji Peking, odpłynął do Wielkiej Brytanii. Burza walczyła następnie u wybrzeży Norwegii i Francji, osłaniała ewakuację Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego z Dunkierki w 1940 roku, a następnie przez kolejne lata operowała na Atlantyku w ramach eskorty alianckich konwojów.

Po wojnie, w 1951 roku, niszczyciel wrócił do Polski i służył jeszcze przez kilkanaście lat w składzie Marynarki Wojennej PRL. Od 1960 roku był okrętem-muzeum w Gdyni. Funkcję tę pełnił do 1976 roku, gdy zastąpił go w tej roli ORP Błyskawica. Rok później Burza została zezłomowana w Świnoujściu.

Nazwa Wicher wróciła do polskiej floty w okresie PRL. Polska otrzymała z ZSRR w 1957 i 1958 roku dwa niszczyciele projektu 30bis (w kodzie NATO Skoryj). Nadano im nazwy ORP Wicher (II) i ORP Grom (II), w tym drugim przypadku nawiązując do bohaterskiego niszczyciela typu Grom, zatopionego pod Narwikiem w 1940 roku. W tym samym czasie do służby wszedł też wspomniany wcześniej zmodernizowany niszczyciel ORP Burza.

Te niewiele wnoszące do możliwości bojowych floty jednostki dosłużyły do drugiej połowy lat 70. ORP Wicher II był ostatnim okrętem o nazwie tradycyjnie nawiązującej do zjawisk atmosferycznych aż do wprowadzenia do służby małych okrętów rakietowych typu Orkan w latach 90. O tym jednak za chwilę.

ORP Huragan, czyli okręt zbudowany po dziewięciu dekadach

Najciekawsza historia kryje się za nazwą trzeciej z fregat. ORP Huragan to bowiem nazwa, która formalnie ani razu nie pojawiła się dotąd pod polską banderą. A jednocześnie ma ona swoje tradycje sięgające ostatnich miesięcy II Rzeczpospolitej.

Pierwotnie nazwa ta miała przypaść jednemu z dwóch nowych niszczycieli typu Grom (piątemu i szóstemu niszczycielowi w polskiej flocie), których budowę zaplanowano w sześcioletnim planie rozwoju PMW z 1936 roku. Zamiar był ambitny. To miały być bowiem pierwsze duże okręty wojenne zbudowane w kraju. Oficjalne zamówienie złożono 1 kwietnia 1939 roku, a same prace stoczniowe zlecono Warsztatom Portowym Marynarki Wojennej w Gdyni, czyli bezpośrednim poprzednikom dzisiejszej PGZ Stoczni Wojennej, w której współcześnie powstają Mieczniki.

Bliźniacze ORP Huragan i Orkan miały być nieco silniej uzbrojone i szybsze od pierwowzoru. W stosunku do Groma i Błyskawicy zaplanowano też zmiany w sylwetce, w tym zgrupowanie masztu i komina oraz inny układ pomostu dowodzenia. Oba okręty do służby miały wejść w 1942 roku. Choć w sierpniu 1939 roku formalnie rozpoczęto budowę, wybuch wojny zniweczył te plany. Dostarczone już blachy okrętowe przygotowane do budowy obu jednostek posłużyły we wrześniu 1939 roku do zbudowania improwizowanego pociągu pancernego Smok Kaszubski. Powstawał on w Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej pod ostrzałem niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein, tego samego, który ostrzeliwał Westerplatte. Pociąg brał udział w walkach od 8 do 12 września 1939 roku. Został zniszczony przez niemieckie lotnictwo.

Czytaj więcej

Na dno, do muzeum, najczęściej „na żyletki”

Nazwa Huragan w polskiej flocie powracała jeszcze, choć w sposób nieformalny i krótkotrwały. W latach 1940–1941 pod polską banderą pływał francuski niszczyciel typu Bourrasque o nazwie Ouragan, internowany w Portsmouth po klęsce Francji i wypożyczony PMW. Formalnie służył jako OF Ouragan, choć w niektórych dokumentach pojawiał się też jako ORP Huragan.

W składzie floty pojawił się za to ORP Orkan, choć okręt ten nie miał zbyt wiele szczęścia. Trafił pod polską banderę w Wielkiej Brytanii w 1942 roku. Tym razem był to brytyjski niszczyciel typu M (ex-HMS Myrmidon), wypożyczony Polsce przez Royal Navy. Służył jednak krótko. 8 października 1943 roku został storpedowany na północnym Atlantyku przez niemiecki okręt podwodny U-378. Zginęło wówczas blisko 180 członków załogi, w tym dowódca. Nazwa Orkan powróciła do służby dopiero w 1992 roku, gdy nadano ją prototypowemu małemu okrętowi rakietowemu projektu 660.

Ostatecznie więc nazwa Huragan dopiero po dziewięciu dekadach ma realną szansę pojawić się na burcie polskiego okrętu. Stanie się to w tej samej stoczni, w której miała zaistnieć po raz pierwszy.

Nie wszystkie polskie okręty nazywano od zjawisk atmosferycznych

ORP Wicher II był przez długi czas ostatnim okrętem o nazwie tradycyjnie nawiązującej do zjawisk atmosferycznych. Oczywiście nie licząc okrętu-muzeum, czyli ORP Błyskawica.

Dwa następne generacyjnie polskie niszczyciele pochodziły ze stoczni w ZSRR i oba otrzymały nazwę ORP Warszawa (taką nazwę nosił przed 1939 rokiem polski monitor rzeczny). Pierwszy z nich to niszczyciel rakietowy projektu 56AE (w kodzie NATO Kotlin SAM), zbudowany w Leningradzie. Wcześniej służył we Flocie Czarnomorskiej ZSRR pod nazwą Sprawiedliwyj. Pod polską banderą pływał od 25 czerwca 1970 do 31 stycznia 1986 roku.

Drugim ORP Warszawa był niszczyciel rakietowy projektu 61MP (w kodzie NATO Kashin Mod), zbudowany w stoczni im. 61 Komunardów w Nikołajewie nad Morzem Czarnym. W radzieckiej marynarce nosił nazwę Smiełyj (Odważny). Polską banderę podniesiono na nim 9 stycznia 1988 roku w Gdyni. Opuszczono ją 5 grudnia 2003 roku. Początkowo okręt był dzierżawiony, a na własność Polski przeszedł na przełomie lat 1992 i 1993, w ramach rozliczenia radzieckiego zadłużenia, razem z okrętami podwodnymi ORP Wilk i ORP Dzik. Te ostatnie, zgodnie z tradycją nadawania polskim okrętom podwodnym nazw zwierząt drapieżnych, nosiły już bardziej tradycyjne dla polskiej marynarki nazwy.

Ta druga Warszawa była ostatnim niszczycielem w polskiej służbie. Od czasu jej wycofania jedynymi dużymi jednostkami w składzie naszej marynarki pozostają dwie fregaty amerykańskiego typu Oliver Hazard Perry, które otrzymały nazwy ORP Gen. K. Pułaski (wcielony do służby 15 marca 2000 roku) oraz ORP Gen. T. Kościuszko (28 czerwca 2002 roku). Tym samym po raz pierwszy w powojennej historii polskiej floty duże okręty bojowe nazwano nie od zjawisk atmosferycznych, nazw zawodów czy miast, lecz od postaci historycznych. I to takich, które łączą tradycję polską z amerykańską, co bywa odbierane jako symboliczne nawiązanie do pochodzenia samych jednostek.

Czytaj więcej

Czym polska Marynarka Wojenna patroluje dziś Morze Bałtyckie?

Z kolei w latach 80. ubiegłego wieku kolejna generacja mniejszych polskich okrętów otrzymała bardziej ludowe nazwy, nawiązujące do retoryki klasowej PRL. Dotyczyło to korwet rakietowych radzieckiego typu Mołnia (projektu 1241RE, w kodzie NATO Tarantul-I), które zasiliły flotę PRL w latach 1983–1989. Otrzymały one nazwy ORP Górnik, ORP Hutnik, ORP Metalowiec i ORP Rolnik.

Dopiero kolejna generacja małych okrętów rakietowych, które w pewnym momencie zastąpiły Tarantule, wróciła do tradycji nazw wziętych od zjawisk atmosferycznych. Były to jednostki projektu 660 (typu Orkan), które pozostają zresztą w służbie do dziś. Zbudowano je już w Polsce, w Stoczni Północnej w Gdańsku. Wykorzystano przy tym kadłuby odkupione po zjednoczeniu Niemiec ze stoczni VEB Peenewerft w Wolgast. Pierwotnie były one projektowane jako jednostki projektu 151 dla marynarki NRD (Niemieckiej Republiki Demokratycznej, marynarka nosiła nazwę: Volksmarine). I tak pojawiły się ORP Orkan (1992), ORP Piorun (1994) oraz ORP Grom (1995). Jednostki te zostały w ostatnim czasie zmodernizowane, niemniej ich historia powoli zbliża się do końca. Według planów Marynarki Wojennej w służbie mają je zastąpić w przyszłości cztery większe jednostki klasy korweta, pozyskiwane w ramach programu Ostrosz (zastąpił program pod kryptonimem Murena, który zakładał budowę nowych okrętów rakietowych).

Kaszub, Ślązak i regionalne nazwy dla eskortowców

Warto w związku z tym przypomnieć, że dwie wybudowane dla polskiej floty w ramach nieudanych programów rozbudowy floty korwety, czyli prototypowy dozorowiec (korweta) ZOP projektu 620 (program Mała Fregata) oraz korweta projektu 621 (program Gawron), otrzymały tradycyjne w polskiej marynarce nazwy odnoszące się do polskich grup etnograficznych: ORP Kaszub i ORP Ślązak. Co istotne, oba te okręty, podobnie jak Orkany, są też przewidziane do zastąpienia przez jednostki programu Ostrosz.

Nazwy te mają w polskiej marynarce długą tradycję. Nosiły je kolejno: torpedowce z okresu II Rzeczpospolitej (przejęte z byłej marynarki austro-węgierskiej), niszczyciele eskortowe typu Hunt II służące w PMW na Zachodzie w czasie II wojny światowej (ORP Ślązak, ex-HMS Bedale, brał udział m.in. w rajdzie na Dieppe i lądowaniu w Normandii), a po wojnie również radzieckie małe okręty podwodne typu M-XV „Malutka", które weszły do służby w MW PRL w latach 1954–1955 (ORP Kaszub, Mazur, Krakowiak, Ślązak, Kujawiak i Kurp).

Co ciekawe, już w czasie wojny dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej świadomie zdecydowało, że niszczyciele eskortowe, podobnie jak przedwojenne torpedowce, będą nazywane od polskich grup regionalnych, w odróżnieniu od klasycznych niszczycieli noszących nazwy zjawisk atmosferycznych. Stąd obok ORP Ślązak w PMW na Zachodzie służyły także bliźniacze ORP Krakowiak (ex-HMS Silverton) oraz ORP Kujawiak (ex-HMS Oakley), który 16 czerwca 1942 roku zatonął na minie u wybrzeży Malty podczas osłony konwoju.

Tradycja ta okazała się więc wyjątkowo trwała. Stąd prawdopodobne jest, że także planowane cztery korwety programu Ostrosz otrzymają nazwy z „regionalnej puli”.