Reklama

Polska armia może wkrótce strzelać ze spolonizowanych ukraińskich haubic

Polska firma z Wadowic zawiązała spółkę z ukraińskim producentem jednej z najlepiej sprawdzonych na wojnie ukraińsko-rosyjskiej haubic. Czy spolonizowana wersja ukraińskiej haubicy Bohdana trafi w przyszłości do Wojska Polskiego?
Ukraiński żołnierz przy haubicy Bohdana

Ukraiński żołnierz przy haubicy Bohdana

Foto: PAP/Ukrinform

Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób planowane jest unowocześnienie ukraińskiej haubicy Bohdana w wersji PL?
  • Jakie strategiczne korzyści przynosi współpraca w zakresie produkcji artylerii dla Polski i Ukrainy?
  • Dlaczego polski program rozwoju kołowej armatohaubicy został wstrzymany?
  • Jakie jest uzasadnienie dla potrzeby wprowadzenia kołowych systemów artyleryjskich do Wojska Polskiego?
  • Jak wnioski z przebiegu działań wojennych na Ukrainie wpływają na rozwój artylerii kołowej?

Na marginesie doniesień o konflikcie w rejonie Zatoki Perskiej między koalicją izraelsko-amerykańską a Iranem, który to konflikt spowodował m.in. wzrost cen ropy, warto odnotować wydarzenie, które przeszło niemal bez echa, choć jego znaczenie wykracza daleko poza łamy prasy branżowej. 2 marca polska spółka Ponar Wadowice ogłosiła zawiązanie joint venture z ukraińskimi Kramatorskimi Zakładami Budowy Ciężkich Obrabiarek (KZVV) – firmą, która odegrała kluczową rolę przy powstaniu ukraińskiej samobieżnej haubicy 155 mm 2S22 Bohdana. Celem nowego podmiotu, w którym Ponar posiada pakiet większościowy, wynoszący 51 proc., jest produkcja i rozwój systemów artyleryjskich kalibru 155 mm – w tym stworzenie polskiej wersji Bohdany, określanej jako Bohdana PL.

Reklama
Reklama

Jakie znaczenie ma stworzenie polsko-ukraińskiego joint venture?

Dzięki tej inicjatywie Polska zyskuje realny udział w produkcji jednego z najlepiej sprawdzonych bojowo (choć nie najnowocześniejszych) systemów artyleryjskich – systemu, który zdążył już udowodnić swoją wartość na ukraińskim polu walki i który najwyraźniej dobrze się tam sprawdził, skoro Ukraińcy tak wiele wysiłku wkładają w rozwój jego produkcji.

Po drugie: Bohdana PL nie ma być prostą kopią ukraińskiego oryginału, lecz rozwiązaniem zintegrowanym z polskimi technologiami: systemem zarządzania walką i kierowania ogniem TOPAZ produkcji WB Electronics oraz komponentami hydraulicznymi Ponaru. W ramach polskiego udziału spółka rozważa też podjęcie współpracy z Jelcz Sp. z o.o. (Polska Grupa Zbrojeniowa) – co „Rzeczpospolita” ustaliła bezpośrednio w spółce. W praktyce oznacza to, że polska firma nie tylko będzie uczestniczyła w produkcji, lecz aktywnie będzie też kształtowała końcowy produkt.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Miliardy z programu SAFE. Które polskie spółki mogą na tym najwięcej zarobić

Nowa spółka otrzymała nazwę PK MIL S.A. Przedmiotem jej działalności będzie produkcja zarówno kołowej wersji samobieżnej Bohdany, jak i wersji holowanej – oznaczonej jako Bohdana-BG.

– Chcemy trwale wpisać się w rozwój polskiego potencjału eksportowego sektora defence – powiedział „Rzeczpospolitej” Jacek Zygmunt, członek zarządu PK MIL S.A. i doradca zarządu Ponar Wadowice. Zaznaczył przy tym, że powstanie spółki nie jest związane z zamówieniami rządowymi, ale że realizacja ewentualnych zamówień dla Wojska Polskiego byłaby dla spółki „wyróżnieniem". Podkreślił też, że uruchomienie produkcji planowane jest już na 2026 rok.

Ukraina dzięki współpracy z Ponarem Wadowice zyskuje bezpieczną linię produkcyjną. Co zyskuje Polska?

Trudno przecenić strategiczny wymiar tego przedsięwzięcia. Dla Ukrainy oznacza ono dodatkową, bezpieczną – bo zlokalizowaną poza strefą działań wojennych – linię produkcyjną kluczowego systemu uzbrojenia artyleryjskiego. Dla Polski – szansę na trwałe wpisanie się w europejski łańcuch dostaw przemysłu obronnego oraz wypełnienie luki, która od lat istnieje w strukturze Wojska Polskiego.

Zainstalowane na podwoziu kołowym haubice Dana – systemy sowieckiego kalibru 152 mm, odziedziczone po PRL – nie mają dziś krajowego następcy, mimo że czas ich wycofania ze służby nieuchronnie się zbliża. Z kolei program budowy armatohaubicy kołowej Kryl został zamknięty, a w planach MON próżno szukać konkretnych zamówień na tego typu sprzęt.

Tymczasem potrzeba w tym zakresie jest realna. W kręgach analitycznych od dawna toczy się dyskusja o konieczności zastąpienia przestarzałych systemów nowymi, a osobnym wątkiem pozostaje doposażenie Wojsk Obrony Terytorialnej w holowane systemy artyleryjskie. W tym ostatnim przypadku dotychczas pod uwagę brano głównie rozwiązania zagraniczne (zakup z tzw. półki) w natowskim kalibrze 105 mm. Inicjatywa Ponaru otwiera jednak dyskusję o alternatywie krajowej – osadzonej w sprawdzonych realiach współczesnego pola walki.

Reklama
Reklama

Dlaczego polska nie ma własnego następcy haubicy Dana?

Program kołowej armatohaubicy Kryl, formalnie noszący nazwę „Dywizjonowy moduł ogniowy samobieżnych haubic kołowych 155 mm", ruszył w MON w 2011 roku za rządów premiera Donalda Tuska i ministra obrony Tomasza Siemoniaka. Plan był prosty: wyposażenie siedmiu dywizjonów artylerii kołowej, każdego w 24 egzemplarze – łącznie zamierzano kupić 168 dział.

Liderem konsorcjum została Huta Stalowa Wola (HSW), równolegle prowadząca programy Krab i Borsuk. Efektem wieloletnich prac był prototyp armatohaubicy na podwoziu Jelcz 663.32 6x6, z armatą opartą na izraelskim systemie ATMOS 2000 o lufie długości 52 kalibrów (w przypadku armaty kalibru 155 mm to ok. 8 metrów) i donośności (zasięgu ognia) około 40 km.

Czytaj więcej

Jak zaminujemy granicę z Białorusią i Rosją

Opracowany pojazd ważył około 23 tony, mierzył 10,3 metra długości, napędzany był niemieckim silnikiem MTU o mocy 326 KM i przewoził pięcioosobową załogę w opancerzonej kabinie (opancerzenie w standardzie STANAG 4569 poziom I). Jedną z kluczowych cech miała być zdolność do transportu lotniczego samolotami C-130 Hercules.

Publiczna prezentacja prototypu odbyła się w 2014 roku. HSW deklarowała wówczas gotowość do uruchomienia produkcji seryjnej około 2018 roku. Potem prace utknęły – głównie z przyczyn leżących po stronie wojska, które straciło zainteresowanie programem.

W 2020 roku MON potwierdziło zakończenie prac projektowych (możliwe, że chodziło tylko o ich „zamrożenie"), a w 2022 roku – już za rządów premiera Mateusza Morawieckiego i szefującego MON ministra Mariusza Błaszczaka, jeszcze przed rosyjską napaścią na Ukrainę – program formalnie zamknięto (lub „zamrożono"). Łączny koszt prac wyniósł nieco ponad 28 milionów złotych, co jest kwotą zaskakująco niską.

Reklama
Reklama

Po zmianie rządów okazało się, że program nie został definitywnie pogrzebany – przesunięto go na okres po 2035 roku. Stało się to już za rządów premiera Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza (a przynajmniej dopiero wtedy ujawniono taki plan).

W środowisku branżowym od pewnego czasu krąży koncepcja „Kryl 2" – nowej pracy rozwojowej z uaktualnionymi wymaganiami i potencjalnie innym partnerem zagranicznym. Do dziś nie przełożyła się ona na żaden realny program zakupowy. Aktualne stanowisko MON jest jednoznaczne: w obowiązujących planach modernizacji technicznej nie przewidziano zakupów Kryla. Priorytetem w artylerii lufowej kalibru 155 mm pozostają gąsienicowe polskie Kraby i koreańskie K9.

Brygady zmotoryzowane potrzebują artylerii kołowej

MON nie może sobie jednak pozwolić na trwałą rezygnację z kołowych armatohaubic. Wynika to wprost z planowanej struktury sił zbrojnych.

Według dostępnych danych w perspektywie dekady Wojsko Polskie w planowanych sześciu dywizjach ma dysponować siedmioma brygadami zmotoryzowanymi częściowo lub całkowicie wyposażonymi w kołowe transportery opancerzone – obecnie głównie w Rosomaki. Są to: 2. Brygada Zmotoryzowana Legionów (1. Dywizja Piechoty Legionów), 12. Brygada Zmechanizowana (12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana), 16. Nidzicka Brygada Zmotoryzowana (16. Pomorska Dywizja Zmechanizowana), 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana (11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej), 18. Brygada Zmotoryzowana i 21. Brygada Strzelców Podhalańskich (obie w 18. Dywizji Zmechanizowanej) oraz brygada zmotoryzowana formowana w ramach 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

Reklama
Reklama

Każda taka brygada, zgodnie ze znanymi schematami organizacyjnymi, powinna dysponować dywizjonem artylerii samobieżnej z 24 armatohaubicami i licznym zestawem wozów towarzyszących.

Wniosek z ukraińskiego pola walki nie brzmi: „kołowe zamiast gąsienicowych”, lecz: „obie kategorie systemów mają swoje miejsce w nowoczesnych siłach zbrojnych”

Ciężkie Kraby i K9 sprawdzają się doskonale w brygadach pancernych i zmechanizowanych operujących na czołgach i gąsienicowych BWP (bojowych wozach piechoty). Wielu analityków wskazuje jednak, że nie są optymalnym wyborem dla lżejszych i bardziej mobilnych brygad zmotoryzowanych. Te potrzebują artylerii kołowej – szybszej, tańszej w eksploatacji i łatwiejszej w obsłudze oraz transporcie.

Ile kołowych armatohaubic potrzebuje polska armia?

Zakładając, że nowe kołowe armatohaubice trafiłyby wyłącznie do brygad zmotoryzowanych w czterech dywizjach wschodnich (istniejące 16., 18. oraz nowo formowane 2. i 8.), zapotrzebowanie można szacować na co najmniej 102 sztuki – 96 w jednostkach liniowych i 6 dla centrum szkolenia artylerii. W przypadku wszystkich siedmiu brygad zapotrzebowanie wzrasta do co najmniej 174 sztuk, czyli 168 w oddziałach liniowych i minimum sześć do szkolenia.

Ponieważ nowe brygady zmotoryzowane są dopiero w fazie formowania, jest jeszcze czas, by ten sprzęt zamówić w kolejnych latach – być może już od Ponaru i jego nowej spółki. Nie wiadomo jednak, czy MON i rząd na takie rozwiązanie się zdecydują.

Reklama
Reklama

Dziś jedynymi kołowymi armatohaubicami samobieżnymi w Wojsku Polskim są słowackie Dany wzór 77 kalibru 152 mm, odziedziczone po poprzedniej epoce. Szacuje się, że w służbie pozostaje ich nadal około 111 sztuk, z czego większość zmodernizowano do standardu Dana-T. Ich donośność wynosi 20–25 km – daleko poniżej współczesnego standardu 40 km.

Parametr Bohdana (Ukraina) Krab (Polska/HSW)
Miesięczna zdolność produkcyjna 36–40 szt. 2–3 szt.
Łączna produkcja 2024–2025 ponad 600 szt. ok. 80 szt.
Koszt jednostkowy 2,3–2,8 mln euro ok. 6–7 mln euro
Nośnik kołowy gąsienicowy

źródło: oprac własne na bazie materiałów OSNIT

Polska armia staje się gąsienicowym monolitem. A jakie wnioski płyną z przebiegu walk na Ukrainie?

Sprzęt ten nie spełnia dziś dwóch kluczowych kryteriów: standardu NATO w zakresie kalibru 155 mm oraz wymogów nowoczesności stawianych systemom klasy Caesar, Archer czy ATMOS, którymi posługują się nasi sojusznicy.

Czytaj więcej

Nie tylko F-16. Jaka zachodnia broń trafiła dotychczas na Ukrainę?
Reklama
Reklama

Jak wskazano w analizie opublikowanej w lutym 2026 roku w Defence24, Polska – mimo skali inwestycji artyleryjskich – pozostaje wyjątkiem na tle wielu państw NATO, które równolegle do systemów gąsienicowych konsekwentnie rozwijają lekką artylerię kołową. Próba zastąpienia lekkich systemów ciężkimi Krabami generuje nieproporcjonalne koszty logistyczne i ogranicza manewrowość w rozproszonych operacjach bojowych, gdzie liczy się nie tylko siła ognia, ale i szybkość przemieszczenia.

Armatohaubica Krab

Armatohaubica Krab

Foto: PAP

Skala zakupów gąsienicowych jest przy tym imponująca. Docelowo Wojsko Polskie ma dysponować 364 armatohaubicami rodziny K9 – 218 w wersji K9A1 oraz 146 w nowszym wariancie K9PL. Równolegle umowy wykonawcze na Kraby przewidują dostarczenie łącznie 212 egzemplarzy, z czego 48 w unowocześnionym wariancie Krab 2 – co łącznie daje 576 gąsienicowych armatohaubic kalibru 155 mm. To liczby robiące wrażenie, które czynią z Polski jedną z najsilniejszych artyleryjsko armii w Europie.

Polski MON słusznie wyciągnął z wydarzeń na Ukrainie wniosek o potrzebie zbudowania silnej artylerii. Jednak koncepcja oparcia jej wyłącznie na systemach gąsienicowych nie przystaje do tego, co obserwujemy na ukraińskiej linii frontu. Od dłuższego czasu Ukraińcy wyraźnie stawiają na systemy kołowe: tańsze, bardziej mobilne i trudniejsze do wykrycia przez drony dzięki niskiej sylwetce i prędkości dochodzącej do 90 km/h.

K9 Thunder

K9 Thunder

Foto: PAP

Duży wpływ na tę zmianę ma rozwinięcie masowej produkcji haubicy 2S22 Bohdana (kaliber 155 mm, zasięg 40–60 km w zależności od użytej amunicji). Ukraina – według danych, które sama publikuje – osiągnęła tempo produkcji około 40 sztuk miesięcznie, a Bohdana stopniowo wypiera starsze systemy, takie jak poradzieckie 2S1 Goździk czy amerykańskie M109.

Kołowe systemy napływają też do Ukraińców od zagranicznych partnerów: RCH 155 na podwoziu Boxer z Niemiec, czeskie DITA, szwedzkie Archer i francuskie Caesar. W efekcie kołowe haubice dominują dziś na Ukrainie w walkach kontrbateryjnych, podczas gdy cięższe platformy gąsienicowe – jak niemiecki PzH 2000 czy polskie Kraby – służą do ostrzałów pozycji rosyjskich.

Na poziomie taktycznym trakcja gąsienicowa ma wyraźną przewagę nad kołową – zwłaszcza w terenie o słabo rozwiniętej lub zniszczonej infrastrukturze drogowej

Ukraińskie doświadczenia z francuskimi Caesarami potwierdzają, że zasięg i celność kołowych haubic są porównywalne z systemami gąsienicowymi, przy wyraźnie niższych kosztach eksploatacji i mniejszym obciążeniu logistycznym – kołowe systemy nie wymagają ciągników i platform niskopodwoziowych do przemieszczania się drogami publicznymi.

Jakie są wady kołowych systemów artyleryjskich?

Nie oznacza to jednak, że kołowe systemy artyleryjskie są rozwiązaniem pozbawionym wad. Na poziomie taktycznym trakcja gąsienicowa ma wyraźną przewagę nad kołową – zwłaszcza w terenie o słabo rozwiniętej lub zniszczonej infrastrukturze drogowej, gdzie kołowy pojazd może po prostu ugrzęznąć. Potwierdzają to również doświadczenia z Ukrainy.

Osobną kwestią pozostaje stopień ochrony załogi: lżejsze systemy, takie jak Bohdana czy Caesar, wymagają opuszczenia kabiny przy obsłudze działa, podczas gdy cięższe konstrukcje z automatem ładowania – jak szwedzki Archer – zapewniają pełną ochronę pancerną przez cały czas. Takie systemy artyleryjskie są jednak droższe i bardziej awaryjne.

Wniosek z ukraińskiego pola walki nie brzmi zatem: „kołowe zamiast gąsienicowych”, lecz: „obie kategorie systemów mają swoje miejsce w nowoczesnych siłach zbrojnych” – i dlatego Polska również potrzebuje obu. Wartym rozważenia rozwiązaniem byłoby też posiadanie pewnego zapasu dział ciągnionych – z których Polska zrezygnowała – jako zapasów mobilizacyjnych lub wyposażenia jednostek WOT. Im szybciej władze państwa dostrzegą tę potrzebę i przełożą ją na konkretne decyzje, tym lepiej dla bezpieczeństwa Polski.

Modernizacja Sił Zbrojnych
Czy Polska rozpocznie produkcję ciężkich bojowych wozów piechoty?
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Modernizacja Sił Zbrojnych
ORP Orzeł tkwi w radzieckiej rzeczywistości. Dlaczego stara szwedzka jednostka jest od niego lepsza?
Komentarze
Marek Kutarba: A jednak dzięki pieniądzom z SAFE Polska zrobi zakupy w USA
Modernizacja Sił Zbrojnych
Co kupimy z pożyczek SAFE? Rząd ujawnia projekty
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama