Informacja jest ciekawa z wielu powodów. Przede wszystkim pociski rodziny Tomahawk są uzbrojeniem silnie reglamentowanym nawet wobec bliskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Dotychczas zgodę na zakup tej broni otrzymały jedynie Wielka Brytania, Holandia, Japonia i Australia. Niemcy byłyby więc zaledwie piątym użytkownikiem eksportowym pocisku BGM-109 Tomahawk – uzbrojenia o niemal strategicznym znaczeniu. O wiele ciekawszy jest jednak kontekst polityczny.

Pocisk Tomahawk

Pocisk Tomahawk

Foto: PAP

Spór Niemiec z USA z wojną Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem w tle został zażegnany?

Niemcy ogłosiły zamiar nabycia Tomahawków przy okazji szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025 r. Kanclerz Merz poinformował wówczas, że Berlin zwrócił się do Waszyngtonu o zgodę na sprzedaż tej broni Niemcom. W planach był zakup przez Berlin nieujawnionej liczby wyrzutni lądowych Typhon, pierwotnie opracowanych dla armii USA (choć szybko uznano je za niedoskonałe i mają zostać zastąpione lepiej przemyślaną konstrukcją), oraz 400 pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk Block Vb. Wyrzutnie Typhon, wywodzące się z morskiej wyrzutni Mk 41, mogą wystrzeliwać również pociski obrony powietrznej i przeciwrakietowej SM-6, traktowane przez marynarkę wojenną i wojska lądowe USA jako swego rodzaju lekkie pociski balistyczne (w tym przeciwokrętowe). Nie ma jednak informacji o zainteresowaniu Berlina tym drugim typem pocisków.

Pociski bez wyrzutni nie wystartują. W planach jest zakup wyrzutni Typhon – może niedoskonałych, ale

Pociski bez wyrzutni nie wystartują. W planach jest zakup wyrzutni Typhon – może niedoskonałych, ale szybko dostępnych. Grafika przedstawia kompletną baterię systemu Typhon

Foto: PAP

Negocjacje załamały się wiosną. Izrael i USA zaatakowały Iran, co – wraz z irańskim odwetem wymierzonym w sprzymierzone z USA państwa arabskie – zakłóciło globalny łańcuch dostaw paliw. Merz skrytykował działania koalicjantów w Zatoce i stosowane przez nich metody. W odpowiedzi prezydent USA Donald Trump zapowiedział ograniczenie liczebności sił amerykańskich w Niemczech o ok. 5 tys. żołnierzy, a sekretarz wojny Pete Hegseth poinformował o rezygnacji USA z rozmieszczenia w Niemczech własnych systemów uderzeniowych, w tym Typhonów. Traktowano to wówczas jako zatrzaśnięcie Niemcom drzwi przed nosem także w sprawie sprzedaży im Tomahawków.

Jeżeli słowa Merza mówiące o tym, iż „na marginesie spotkania NATO w Ankarze uzgodniliśmy z rządem amerykańskim, że amerykańskie rakiety Tomahawk zostaną przez nas nabyte i rozmieszczone w Niemczech" są prawdziwe, kryzys zażegnano. Pozostają jedynie dwa problemy: wciąż brak formalnej decyzji Departamentu Stanu oraz to, że produkcja Tomahawków jest zbyt mała, by zaspokoić potrzeby Sił Zbrojnych USA, zwiększone wysokim zużyciem amunicji w działaniach przeciw Iranowi. Samych Tomahawków Amerykanie mogli wystrzelić nawet ponad tysiąc.

Tomahawki dla Niemiec obok, czy zamiast zestawów z Europy?

Niemcy są też członkiem-założycielem europejskiej inicjatywy ELSA. W jej ramach, dzięki współpracy Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski, Szwecji i Włoch, powstać ma cały zestaw środków uderzeniowych do niszczenia celów odległych o setki, a nawet tysiące kilometrów. Głównym partnerem Niemiec ma być Wielka Brytania, choć Berlin interesuje się też tanim pociskiem o zasięgu ponad 500 km (OWE 500+; w projekcie uczestniczy Polska) oraz francuskim lądowym pociskiem manewrującym LCM. Sęk w tym, że rozwiązania te będą dostępne dopiero za kilka lat. Amerykańskie pociski mają uzupełnić arsenał Berlina relatywnie szybko, zapewniając Bundeswehrze zdolność do rażenia celów odległych o nawet 1600–1700 km. Pozwoli to zwiększyć potencjał odstraszania Niemiec, co z kolei ma przełożyć się na bezpieczeństwo naszego zachodniego sąsiada oraz innych państw europejskich.