Bajka o tym, że król jest nagi, ale dorośli dworzanie nie chcą nazwać rzeczy po imieniu, jak ulał pasuje do obecnych ruchów amerykańskiej administracji i zachowania naszych polityków. Amerykanie zmniejszają zaangażowanie w Europie i ostatnio dotyka to także Polski. Rok temu było to widać, gdy opuścili lotnisko w podrzeszowskiej Jasionce, teraz obserwujemy to przy „wstrzymaniu” rotacji jednego zespołu brygadowego. Trend jest jasny i wpisuje się w globalną strategię USA: najpierw półkula zachodnia, potem Azja południowo-wschodnia, a na trzecim miejscu Europa. Takie są fakty, takie są szaty króla.

Nie odwracajmy wzroku, spójrzmy na fakty

Jak na ostatnie zamieszanie reagują polscy politycy? Biuro Bezpieczeństwa Narodowego po rozmowie z podsekretarzem ds. polityki w Departamencie Wojny USA Elbridgem Colbym pisze, iż polityk „zasygnalizował, że zapowiadane zmiany zaangażowania sił amerykańskich w Europie będą uwzględniały status Polski jako modelowego i priorytetowego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Podkreślił, że Polska może liczyć na utrzymanie silnego zaangażowania wojskowego USA.”

Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej komunikuje, że „wstrzymana rotacja wojsk USA w Europie nie oznacza wycofania wojsk z Polski. Trwa reorganizacja wojsk USA w Europie. Polska będzie uczestniczyła w procesie planowania”.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: USA karzą Polskę za bycie wzorowym sojusznikiem

Trudno nie myśleć tutaj o dworzanach, którzy widząc golasa, nie chcą nazwać rzeczy po imieniu. Dziś jednak warto zaakceptować fakty i przestać zaklinać rzeczywistość. USA właśnie zmniejsza zaangażowanie u „modelowego sojusznika”, a nasz udział w procesie planowania będzie sprowadzony do koordynacji odlotu samolotów z amerykańskimi żołnierzami.

Róbmy swoje

Co nasi dworzanie, czytaj politycy, powinni więc robić? Po pierwsze, zaakceptować rzeczywistość. Po drugie, robić wiele, bardzo wiele, by ją zmienić i żeby militarna obecność USA nad Wisłą i szerzej, na wschodniej flance, była jak najsilniejsza. Ale podkreślę, że zaklinanie rzeczywistości w to „robienie wiele” się nie wpisuje. Po trzecie, róbmy to, co jest kluczowe od dawna i do czego sami Amerykanie nas zachęcają – budujmy zdolności do odstraszania Rosji.

Budujmy silną armię, która dysponuje zdolnościami do dalekiego rażenia, zacznijmy poważnie szkolić rezerwy i dalej inwestujmy w rozbudowę przemysłu zbrojeniowego. Jeśli odrobimy naszą pracę domową, to nie będzie miało większego znaczenia czy król jest nagi czy nosi pomarańczowy frak – nasze zdolności do obrony pozwolą nam obserwować jego niestandardowe zachowania ze znacznie większym spokojem.