W weekend 17 i 18 października rosyjski satelita wojskowy Kosmos 2612 zbliżył się do radarowego satelity ICEYE-X36 na odległość, jakiej na niskiej orbicie między dwoma aktywnymi, obcymi sobie urządzeniami prawie się nie spotyka. ICEYE-X36 należy do amerykańskiej spółki z grupy ICEYE, firmy założonej w Finlandii przez Polaka Rafała Modrzewskiego i Fina Pekkę Laurilę.
Według ukraińskiego urzędnika, z którym rozmawiał amerykański serwis Axios, ukraińskie wojsko korzysta z usług ICEYE. Nie wiadomo jednak, czy akurat z tego egzemplarza. Z kolei Polska ma na orbicie cztery wojskowe satelity radarowe tej samej firmy. Moskwa wysłała więc sygnał także do Warszawy: „Wiemy, gdzie macie swoje satelitarne oczy, i potrafimy ich dosięgnąć”.
Pościg rosyjskiego satelity za satelitą ICEYE-X3 trwał niemal pół roku
Kosmos 2612 wystartował z kosmodromu Plesieck 16 kwietnia razem z kilkoma innymi satelitami tej samej serii. W połowie maja grupa satelitów wykonała manewry, po których zbliżyła się do ICEYE-X36. Firma analityczna Integrity ISR odnotowała wtedy cztery przejścia w odległości 13–18 km. Amerykańskie Siły Kosmiczne opisały zaś rosyjskie satelity jako ustawione w pobliżu „zachodniego komercyjnego satelity radarowego wykorzystywanego przez Ukrainę do rozpoznania obrazowego”. Część astronomów uznała wtedy, że to może być tylko zbieg okoliczności.
Czytaj więcej
Możemy mieć wszystkie pociski świata, ale jeżeli nie mamy kosmicznej infrastruktury wspierającej, to one są bezwartościowe – tłumaczy Rafał Modrzew...
Wrzesień i październik rozwiały jednak wątpliwości w tej sprawie. Holenderski obserwator satelitów Marco Langbroek, który jeszcze latem zachowywał sceptycyzm, odnotował manewry Kosmosu 2612 kolejno: 30 września oraz 12, 15 i 16 października. Jego zdaniem były „wyraźnie zaplanowane, by zbliżyć Kosmos 2612 do ICEYE-X36” i dopasować wysokość oraz okres obiegu. Amerykańska firma LeoLabs, która śledzi obiekty na niskiej orbicie, podała, że 15 października satelity dzieliło ponad 300 km, a w piątek już tylko około 5 km. LeoLabs określiła to jako „celowe zbliżenie”, rzadko spotykane na tej orbicie.
Do najbliższego podejścia doszło w nocy z 17 na 18 października. Langbroek ocenił odległość na kilkaset metrów „lub możliwe, że (dużo) mniej”. Serwis Orbital Radar, który wylicza zbliżenia z publicznych danych orbitalnych, pokazywał kolejno 578 m, 136 m, a w pewnym momencie nawet 26 m. Te dane trzeba traktować jednak ostrożnie. Publiczne elementy orbitalne nie mają tak dużej dokładności. To raczej dokładność rzędu zbliżonego kilometra i tyle może wynosić błąd we wskazaniach. Pewne jest natomiast, że Rosjanie w trakcie zbliżenia wykonywali drobne korekty. Clayton Swope, z waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), opisał sytuację krótko i obrazowo jako poruszanie się satelity rosyjskiego i zachodniego „zderzak w zderzak”.
Jak Rosjanie mogli zaszkodzić satelicie ICEYE-X36?
Nie ma publicznie dostępnego dowodu, że Kosmos 2612 zakłócał ICEYE-X36, przechwytywał jego dane albo że przenosi jakąkolwiek broń. Langbroek stwierdził, że nie widzi w danych orbitalnych śladów, by amerykańsko-fiński satelita ucierpiał. Natomiast ani ICEYE, ani Pentagon nie skomentowały sprawy.
Tyle że Rosja nie musi „strzelać”, by osiągnąć zaplanowany w związku z manewrami swojego satelity cel. Satelita, który potrafi dogonić inny, dopasować się do jego orbity i trzymać się w odległości kilkuset metrów od niego, potencjalnie może go sfotografować, zbadać jego emisje radiowe i nauczyć się rytmu jego pracy. Może też, gdy przyjdzie taki rozkaz z ziemi, zagłuszyć go, „oślepić” albo zwyczajnie staranować. To dlatego Langbroek zadał głośno pytanie, czy nie obserwujemy właśnie przygotowań do pierwszego prawdziwego ataku na satelitę w kosmosie.
Czytaj więcej
Chińczycy mogą prowadzić satelitarny zwiad ukraińskiego terytorium dla rosyjskiej armii. Wojska Moskwy i Pekinu coraz ściślej ze sobą współpracują,...
Rosja ma w tej dziedzinie bogatą historię. W 2020 r. szef operacji kosmicznych Sił Kosmicznych USA gen. John Raymond nazwał „niezwykłym i niepokojącym” zachowanie satelitów Kosmos 2542 i 2543, które krążyły w pobliżu amerykańskiego satelity szpiegowskiego USA 245. W listopadzie 2021 r. Rosja zniszczyła rakietą wystrzeloną z ziemi własnego satelitę Kosmos 1408, zaśmiecając przy okazji orbitę tysiącami odłamków.
W 2022 r., po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę, zastępca dyrektora Departamentu ds. Nieproliferacji i Kontroli Zbrojeń rosyjskiego MSZ Konstantin Woroncow ostrzegał na forum ONZ, że „quasi-cywilna infrastruktura” kosmiczna może stać się „uprawnionym celem odwetu” dla Federacji Rosyjskiej. Nie wymienił nazw firm, ale nikt nie miał wątpliwości, że myśli o satelitach komercyjnych wspierających Ukrainę.
W 2024 r. Dowództwo Kosmiczne USA oceniło, że satelita Kosmos 2576, krążący w pobliżu satelity USA 314, to „prawdopodobnie broń przeciwsatelitarna zdolna atakować inne satelity na niskiej orbicie”.
Polskie satelity w tej samej kategorii celów co ICEYE-X36
Polska nie ma jeszcze dużej floty satelitów na orbicie, ale to, co już ma, należy dokładnie do tej samej kategorii, którą Rosja właśnie wzięła na celownik. W maju ICEYE przekazała polskim Siłom Zbrojnym system POLSARIS z czterema satelitami radarowymi (SAR), zamówiony rok wcześniej przez Agencję Uzbrojenia za ok. 200 mln euro (trzy satelity w zakresie podstawowym, czwarty w ramach opcji).
Czytaj więcej
NATO uznało przestrzeń kosmiczną za tak istotną dla swojego bezpieczeństwa, że atak na satelitę należącego do któregoś z jego członków może pociągn...
Satelity tworzą system rozpoznania satelitarnego MikroSAR. Obsługuje je Agencja Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych (ARGUS). To satelity tego samego producenta i tego samego typu co ICEYE-X36: niewielkie urządzenia radarowe. Ich orbity są publicznie znane, tak samo jak orbita satelity, którego Kosmos 2612 dogonił w październikowy weekend.
1 października rakieta Falcon 9 wyniosła trzy ostatnie satelity optoelektroniczne systemu MikroGLOB, budowanego dla wojska przez polską firmę Creotech Instruments za 557 mln zł. Są teraz w fazie testów, a wojsko ma je przejąć do końca marca 2027 r. Na razie nic nie wskazuje, by Rosja się nimi interesowała. Pytanie brzmi jednak: co zrobimy, gdy zacznie?
Moim zdaniem odpowiedź jest boleśnie prosta: nic. Polska, podobnie jak reszta Europy, nie ma żadnych środków, by przegonić intruza z orbity czy osłonić własnego satelitę. Co ciekawe i ważne w całej sprawie, wiedzę o weekendowym pościgu zawdzięczamy amerykańskim firmom i holenderskiemu astronomowi z Politechniki w Delft, a nie europejskim agencjom.
Prawo międzynarodowe, nawet gdyby Rosja wyjątkowo chciała go przestrzegać, też nie pomoże. Wykładowca prawa kosmicznego, Aaron Brynildson z Uniwersytetu Missisipi przypomniał w rozmowie z serwisem Axios, że żaden przepis nie określa, jak blisko wolno podejść do cudzego satelity. Państwa zwykle zachowują dystans co najmniej 10 km. To jednak tylko zwyczaj. I nic więcej.
Polska nie jest gotowa na wojnę kosmiczną. Nasze satelity łatwym celem dla Rosji
Należy założyć, że Rosjanie wybrali cel z rozmysłem. ICEYE-X36 jest satelitą komercyjnym, zarejestrowanym w USA, należącym do firmy o fińsko-polskich korzeniach, z usług której korzysta Ukraina. Tym samym nawet gdyby Moskwa go uszkodziła, nie musiałaby liczyć się z jakąś poważniejszą reakcją. Kto bowiem miałby w takiej sytuacji odpowiedzieć? Waszyngton, Helsinki, Warszawa, NATO?
Satelita radarowy MikroSAR
Ta niejasność to najsłabszy punkt zachodniej obrony w kosmosie i Kreml doskonale z tej słabości zdaje sobie sprawę. Rankiem 19 października internetowi obserwatorzy zgłaszali, że Kosmos 2612 mógł wykonać kolejny manewr i zacząć się oddalać od swojej „ofiary”. Jeśli to się potwierdzi, będzie to znaczyło, że Rosja zrobiła dokładnie tyle, ile chciała: pokazała, że może, i wycofała się, zanim ktokolwiek zdążył zareagować.
Musimy przyjąć do wiadomości, że dokładnie tak wygląda kosmiczna wersja rosyjskich dronów nad Polską z września 2025 r. Najpierw sprawdzanie, czy ktoś zauważy. Potem, czy ktoś odpowie. Wreszcie, jak daleko można się posunąć.
Na ziemi Polska odpowiedziała programem antydronowym SAN. Na orbicie nie ma jeszcze planu i nic nie wskazuje, by szybko powstał. Wojna kosmiczna, co trzeba sobie jasno powiedzieć, przekracza dziś nasze możliwości. I to pod wieloma względami. Dlatego trzeba pamiętać, że chociaż słusznie wydajemy ponad miliard złotych na satelity rozpoznawcze, to bez zdolności do ich ochrony siłami własnymi lub sojuszniczymi, budujemy nie tylko „oczy” dla polskiej armii, ale też łatwe cele dla Rosji.