Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego wojsko coraz częściej dokonuje zakupów uzbrojenia, powołując się na Pilną Potrzebę Operacyjną.
- Co gwałtowny wzrost liczby kontraktów zawieranych w trybie pilnym mówi o stanie planowania w siłach zbrojnych.
- Jakie kluczowe systemy uzbrojenia trafiły do armii z pominięciem prawa zamówień publicznych.
Co roku na zakup nowego uzbrojenia wydajemy po kilkadziesiąt miliardów złotych. W 2025 r. było to ponad 80 mld zł, w latach 2023-2024 ponad 50 mld zł. Pod koniec ub.r. Agencja Uzbrojenia realizowała ok. 500 kontraktów, których sumaryczna wartość przekroczyła 600 mld zł. Zapewne teraz jest to ok. 700 mld zł.
Zazwyczaj rocznie zawieranych jest ok. stu kontraktów – w 2025 r. było ich 96, w 2024 r. 99, a w 2023 r. aż 114. Zapewne 2026 r. będzie rekordowy, z powodu zakupowej kumulacji spowodowanej pożyczką z unijnego Instrumentu SAFE. Tylko w związku z tym pod koniec maja podpisano ponad 60 umów na zakup nowego sprzętu wojskowego. Zakontraktowaliśmy m.in. armatohaubice Krab, bojowe wozy piechoty Borsuk czy amunicję 155 mm.
Czytaj więcej
Tauron, PGE, Orlen i Enea podpisały na Ukraine Recovery Conference w Gdańsku list intencyjny dotyczący współpracy przy odbudowie ukraińskiego syste...
Dlaczego kupujemy akurat ten sprzęt? „Modernizacja Wojska Polskiego realizowana jest w oparciu o proces programowania rozwoju Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, czyli o plany wieloletnie zawierające w sobie informacje dotyczące przede wszystkim osiągania poszczególnych zdolności operacyjnych. W obszarze pozyskiwania sprzętu wojskowego przekłada się to bezpośrednio na centralne plany rzeczowe, w tym przede wszystkim Plan Modernizacji Technicznej oraz Plan Zakupu Środków Materiałowych. Dokumenty te określają m.in. ilości pozyskiwanego sprzętu, oczekiwane terminy dostaw oraz, co najważniejsze, wskazują wysokość środków finansowych przewidzianych na poszczególne zadania” – wyjaśnia gen. Michał Marciniak na stronie internetowej Agencji Uzbrojenia.
to wartość realizowanych obecnie kontraktów na zakup uzbrojenia
Blackhawki, Abramsy, systemy antydronowe
Ale są wyjątki. „Niejednokrotnie zdarza się jednak, że rzeczywistość wymusza weryfikację planów w trybie pilnym, jako reakcja na wystąpienie sytuacji szczególnej, która na etapie tworzenia wieloletnich planów nie była uwzględniona. Tutaj z pomocą przychodzi nam pozyskiwanie sprzętu w ramach Pilnej Potrzeby Operacyjnej” – tłumaczy wojskowy.
Jak to wówczas działa? Szef Sztabu albo poszczególni dowódcy Rodzajów Sił Zbrojnych, a w szczególnych wypadkach Rada Modernizacji Technicznej, której szefuje minister obrony, mogą zdecydować o pozyskaniu danej zdolności w ramach PPO. To oznacza, że analizy są znacznie krótsze, sposób zakupu uproszczony i pojawia się możliwość wyłączenia z prawa zamówień publicznych. Czasem może wręcz być wskazany konkretny rodzaj sprzętu od konkretnego producenta, który wojsko chce nabyć.
Czytaj więcej:
Politycy wreszcie zauważyli, że środków na zakup uzbrojenia jest za mało i że potrzeba więcej ludzi, którzy te zakupy przeprowadzą. Nieoczywiste je...
Pro
W ostatnich latach resort obrony narodowej coraz częściej korzysta z tego sposobu zakupu. O ile w 2019 r. taki wyjątek zrobiono raz, w 2021 r. – trzy razy, to już w 2022 r. takich umów zawarto 12, w 2023 r. – aż 28, a w latach 2024-2025 – po 20.
Co kupowaliśmy w ten sposób? Jedną z pierwszych takich transakcji był zakup śmigłowców Blackhawk dla Wojsk Specjalnych w 2019 r., co de facto było decyzją stricte polityczną – po niepodpisaniu kontraktu na zakup śmigłowców caracal od Airbusa, rząd Prawa i Sprawiedliwości musiał wreszcie pokazać, że jakieś śmigłowce kupuje. Później z tej furtki skorzystano m.in. przy okazji zakupu 250 czołgów Abrams w wersji M1A2 SEPv3. Co ciekawe, by obejść ówczesnego Szefa Sztabu gen. Rajmunda Andrzejczaka, który był marginalizowany przez ministra obrony Mariusza Błaszczaka, proceduralnie wykorzystano ówczesnego dowódcę generalnego gen. Jarosława Mikę.
Z kolei w ostatnim czasie z PPO korzystano m.in. przy zakupie różnego rodzaju sprzętu do zwalczania dronów. To może o tyle zaskakiwać, że na łamach „Rzeczpospolitej” już rok temu pisaliśmy, że plany są, ale nie ma środków i te zakupy zawieszono. – Projekt Kinma został wstrzymany z uwagi na brak możliwości jego sfinansowania w pełnym zakresie. Niemniej Sztab Generalny WP opracował „Propozycję kierunków rozwoju systemu zwalczania BSP w Siłach Zbrojnych RP”, która zakłada stopniową budowę zdolności zwalczania BSP, skorelowaną z możliwościami budżetowymi resortu obrony narodowej – tłumaczył wówczas płk Grzegorz Polak, rzecznik Agencji Uzbrojenia. Mocno upraszczając, jeszcze rok temu w resorcie obrony nie widziano potrzeby zakupów systemów antydronowych, a teraz robi się to na cito.
Z kolei w ostatnim tygodniu zakupiono w ten sposób pociski PAC-2 GEM-T do systemu przeciwrakietowego Patriot, za co zapłacimy ok. 4 mld zł. To pokłosie tego, że dostawy pocisków PAC-3 zostaną opóźnione z powodu ich dużego zużycia podczas najnowszej wojny w Zatoce Perskiej, tak więc faktycznie jest to dostosowanie do zmieniającej się sytuacji.
Słabość planowania, wytrych polityków
Jakie wnioski można wyciągnąć z tego, że tak często kupujemy sprzęt w ramach pilnej potrzeby operacyjnej? – W moim przekonaniu jest to dowód pewnej słabości w planowaniu. Sytuacja jest dynamiczna, ale takie nagłe zakupy mogą się zdarzać raz, czy dwa, ale nie cały czas. Problemem jest to, że to idzie jakby obok Centralnych Planów Rzeczowych – mówi oficer śledzący z bliska ten proces. Jeśli spojrzymy na liczby, to w ubiegłym roku 20 proc. wszystkich kontraktów zawarto właśnie w ten sposób, czyli co piąty zakup nie był wcześniej planowany do realizacji w 2025 r.
Można to próbować uzasadniać dynamicznie zmieniającym się polem walki, jednak na pewno nie wszystkie przypadki. Wiadomo również, że PPO jest także wygodnym wytrychem dla polityków, by wymóc jakiś zakup – czasem wynika to z chęci przypodobania się sojusznikom, czasem z chęci ułaskawienia lokalnych związków zawodowych.
Kupowanie w ten sposób jest pewnym obejściem systemu kupowania sprzętu wojskowego, który wymaga pilnej zmiany prawa. Zapewne tym obszarem zajmie się także nowa wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.