W trakcie manewrów Combined Resolve (przeprowadzonych od 9 kwietnia do 10 maja 2026 r.) na poligonie wojskowym Hohenfels w Bawarii w Niemczech miało dojść do starcia amerykańskich pancerniaków z ukraińskimi operatorami dronów. Sprawę nagłosił amerykański dziennik „The Wall Street Journal”. W manewrach wzięło udział 3500 żołnierzy z USA. Waszyngton reprezentowali pancerniacy z 3rd Armored Brigade Combat Team „Greywolf” z 1st Cavalry Division.
Przeciwko nim wystawiono OPFOR (opposing force, czyli siły symulujące wroga) składający się z przedstawicieli ukraińskiego 412. Pułku Sił Systemów Bezzałogowych „Nemesis”. Mówimy więc o jednej z najbardziej elitarnych jednostek tego typu na Ukrainie. Doświadczenie z walk na froncie okazało się bezcenne, a Amerykanie mieli sromotnie przegrać ten pojedynek. To paradoksalnie dobra wiadomość. Wielu komentatorów, czytając o porażce w ćwiczeniach, widzi w tym słabość NATO. Tymczasem poprawnie zaplanowane ćwiczenia powinny zakończyć się porażką trenujących. Bez przegranych nie poznajemy swoich słabych stron.
Ukraińcy pokazali Amerykanom jak się walczy
Mimo że Amerykanie posiadali setki dronów, środki walki radioelektronicznej oraz systemy C-UAS (Counter-Unmanned Aerial Systems, czyli systemy antydronowe), wynik starcia nie jest dla nich powodem do dumy. Czołgiści (w roli napastników) zostali szybko zdziesiątkowani przez Ukraińców.
Jak donosi „WSJ” powołując się na uczestników manewrów oraz przedstawicieli amerykańskich władz, problemem było nieostrożne zachowanie żołnierzy z USA. Złe nawyki poskutkowały szybkim wykryciem i zniszczeniem. Podczas manewrów nie używa się ostrej amunicji, a zniszczenie było fikcyjne i uznawane w momencie, gdy drony znajdowałby się bardzo blisko amerykańskich pojazdów.
Amerykański czołg M1 Abrams w trakcie ćwiczeń w Polsce.
Amerykańskie straty były tak duże, że konieczne było kilkukrotne powtórzenie scenariusza. Dopiero po kilku bolesnych przegranych czołgiści zmienili taktykę, ograniczając straty własne. Przykładem błędnych zachowań miało być niestaranne maskowanie, szybkie przemieszczanie się ciężkich pojazdów (które zostawiają za sobą łatwe do wykrycia chmury pyłu) czy niezbyt przemyślane wykorzystanie wyposażenie antydronowego.
Co ciekawe, w dalszej części ćwiczenia Ukraińcy mieli zmienić stronę i pomóc amerykańskim żołnierzom w ataku przy pomocy dronów. Jak donosi „WSJ”, ukraińskie wsparcie miało wyraźnie i pozytywnie wpłynąć na wyniki napastników.
To nie pierwsze ćwiczenie dronowe z udziałem Ukraińców
Taka sytuacja zdarzyła się nie po raz pierwszy. W 2023 r. amerykańscy oficerowie przyznali, że muszą uczyć się od Ukraińców użycia dronów. W maju 2025 r. podczas manewrów Hedgehog w Estonii grupa zaledwie dziesięciu Ukraińców w ciągu jednego dnia wyeliminowała dwa natowskie bataliony oraz 17 pojazdów.
Ukraińcy pokonali tam siły brytyjskie, estońskie i amerykańskie. Zszokowany dowódca miał skwitować to słowami: „Mamy przerąbane”. Z kolei na morzu, podczas ćwiczeń REPMUS 2025 u wybrzeży Portugalii, wielonarodowy zespół kierowany przez Ukrainę wygrał wszystkie pięć scenariuszy z flotą NATO.
Niewielki drony odgrywają na współczesnym polu walki ważną rolę, zwiększając świadomość sytuacyjną walczących żołnierzy.
Wiosną 2025 r. podobnie było na szwedzkiej wyspie Gotlandia. Ukraińscy operatorzy dronów tak skutecznie rozbijali ćwiczące tam jednostki, że Szwedzi musieli trzykrotnie przerywać manewry, aby ratować się zmianą taktyki wobec ogromnych, symulowanych strat własnych.
Podczas tych samych starć na Gotlandii jeden z ukraińskich żołnierzy, obserwując działania obronne i błędy szwedzkich sił zbrojnych, podsumował przebieg ćwiczeń brutalnym stwierdzeniem, że w warunkach prawdziwej walki na froncie wszyscy Szwedzi byliby martwi.
NATO i drony. Czy jest aż tak źle?
Doniesienia te brzmią dla NATO kompromitująco. Jakim cudem sojusz, dysponując najnowszymi technologiami, jest tak upokarzany? Warto wyjaśnić to nieco dokładniej. Dobre wojskowe ćwiczenia to takie, które... nasza armia przegrywa. Choć może to brzmieć niepokojąco, a media bardzo lubią straszyć porażkami, to te „przegrane” nie tylko nie są niczym złym, ale to wręcz pożądanym. Dlaczego?
W armii (w tym niestety także polskiej) nadal zbyt często słyszymy o kolejnych ćwiczeniach, w których nasi żołnierze realizują wszystkie postawione cele. Sami uczestnicy często żartują, że od początku byli skazani na zwycięstwo. Tymczasem celem ćwiczeń powinno być nie zwycięstwo, a wskazanie słabych punktów. Gdy systematycznie wygrywamy kolejne scenariusze, to oznacza, że niczego nowego się nie uczymy i nie odkrywamy najsłabszych ogniw.
Z tego punktu widzenia sama porażka Amerykanów może, ale nie musi być postrzegana jako wstyd. Kluczowe pytanie brzmi: jakie były warunki tego ćwiczenia? Dobrze zaplanowane ćwiczenie jest często niemal niewygrywalne. Przeciwnik (OPFOR) posiada wtedy większe siły i lepsze rozpoznanie lub nasze siły mają częściowo związane ręce (np. nie mają dostępu do niektórych typów broni). Takie podejście uczy dowódców najlepszego możliwego wykorzystania skromnych środków.
Nie znamy wszystkich zasad obowiązujących w czasie tego szkolenia, więc warto zachować ostrożność przy formułowaniu wniosków. Raczej nie były one z góry ustawione pod porażkę Amerykanów, ale trudno mówić o całkowitym braku faworyzacji bezzałogowców. Zakazane było użycie ostrej amunicji. Tymczasem jednym z najskuteczniejszych, o ile nie najskuteczniejszym środkiem antydronowym są dziś Aktywne Systemy Ochrony Pojazdów (ASOP), które mogą chronić czołg przed dronami i bronią przeciwpancerną (taką jak granatniki RPG-7).
Rosomak z wieżą ZSSW-30 oraz siatką antydronową w trakcie defilady z okazji Święta Wojska Polskiego.
Dodatkowo w warunkach wojennych zbliżenie się drona na bardzo bliską odległość nie oznacza z automatu trafienia i detonacji, a samo trafienie też nie oznacza zniszczenia czołgu. Liczne analizy dowodzą, że czasem na zniszczenie czołgu potrzeba nawet kilkunastu dronów. Tymczasem w trakcie tego ćwiczenia jeden z Ukraińców miał zniszczyć osiem bojowych wozów piechoty Bradley i cztery czołgi Abrams. To przykład, który pokazuje, że zasady mogły premiować operatorów dronów.
Ćwiczenia w mediach społecznościowych skomentował Tomasz Darmoliński z Fundacji Żelazny. – Nie wystarczy kupić 500 czy 5000 dronów. Trzeba zbudować system, który potrafi je połączyć z rozpoznaniem, dowodzeniem, walką radioelektroniczną i środkami rażenia. Amerykanie zaczęli zresztą reagować już podczas ćwiczenia. Poprawili rozproszenie, maskowanie i wykorzystanie walki elektronicznej. Dlatego nie traktowałbym tej historii jako kompromitacji U.S. Army. Wręcz przeciwnie. Tak powinno wyglądać dobre szkolenie. Pozwalasz przeciwnikowi wykorzystać twoje słabości, analizujesz błędy i zmieniasz sposób działania – stwierdził ekspert.
Można więc podsumować, że porażka Amerykanów jest paradoksalnie dobrym sygnałem. Pytanie tylko, czy wyciągniemy z niej odpowiednie wnioski i przekujemy je w konkrety.
Polska nie jest gotowa na wojnę dronów
Sojusz nadal nie jest gotowy na zmasowane ataki lotnicze, co bezpośrednio udowodnili Amerykanie, tracąc cenny sprzęt w trakcie walk z Iranem. Zachód posiada technologie, ale nadal brak odpowiedniego systemowego podejścia. Co jednak warto podkreślić, nie oznacza to zupełnej bierności. W lipcu Amerykanie dokonali pierwszego ataku z użyciem morskich dronów kamikadze. To namacalny dowód na wdrażanie systemów bezzałogowych do sił zbrojnych.
Polscy generałowie chwalą się coraz większym nasyceniem dronów w jednostkach wojskowych, powstaniem dron labów (opierających się na wydruku 3D własnych bezzałogowców) czy wdrażaniem nowych struktur. Nowy model zakłada ograniczenie liczby kompanii czołgów i zmechanizowanych w ramach brygad z czterech do trzech. Miejsce kompanii Rosomaków czy czołgów K2 mają zająć systemy bezzałogowe. To wynik analiz walk na Ukrainie.
Czy zatem jest dobrze? Niestety, nie. Wiele zmian jest jedynie na papierze, a nowości wdrażamy tak wolno, że nadal jesteśmy dwa kroki w tyle za Ukraińcami i Rosjanami. Nie szukając daleko, w trakcie prób do defilady z okazji Święta Wojska Polskiego zaprezentowano nowe antydronowe klatki na pojazdach. Ich konstrukcja dowodzi nie tylko nieprzemyślanego montażu (ograniczającego kluczowe systemy chronionego pojazdu, np. możliwość użycia karabinu maszynowego), ale – co podkreślają praktycy – nie zapewnia też skutecznej ochrony załodze.
Kilka dni temu nagraniem z ćwiczeń dronowych pochwaliła się 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana. Nie jest to przypadkowa jednostka – to właśnie tam testowany jest nowy model brygad ogólnowojskowych (z kompanią bezzałogowców). Na upublicznionym filmie widzimy, jak dron zrzuca pluszową atrapę bomby do otwartego włazu kołowego transportera opancerzonego Rosomak. Szkoda tylko, że od przynajmniej dwóch lat takie sytuacje już nie zdarzają się na Ukrainie. Wojsko korzysta więc z doświadczeń, ale tempo ich wdrażania jest tak wolne, że szkolenie nadal jest bezużyteczne z perspektywy najnowszych trendów.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że nałoży cła na drony sprowadzane do jego kraju, między innymi z UE i państw sojuszniczych. Adminis...
Brak realizmu widzimy także podczas ćwiczeń ewakuacji medycznej z pola walki. Do sprawy wielokrotnie odnosił się polski ratownik działający obecnie na Ukrainie, kpt. rez. Damian Duda. Trudno znaleźć dziś w Polsce osobę o większej praktycznej wiedzy w zakresie ewakuacji w środowisku nasyconym bezzałogowcami. Ocena eksperta jest jednoznaczna – nasi żołnierze nadal udają, że dronów nie ma. Na szkoleniach brakuje siatek antydronowych, a ewakuacja odbywa się przy pomocy ciężkich pojazdów opancerzonych. To taktyka, która bazuje na doświadczeniach z Afganistanu. Problem w tym, że tamta wojna była zupełnie inna.
Źle wygląda także wdrażanie dronów. W jednej z kompanii w Wojsku Polskim odebrano kilka miesięcy temu zestaw nowych dronów do szkolenia. Od tamtego czasu nie użyto ich jeszcze ani razu. Dlaczego? Choć sprzęt zaczyna się pojawiać, to często nadal ograniczenia prawne (np. związane z uprawieniami operatorów czy możliwością użycia bezzałogowców na poligonach) sprawiają, że nasza dronowa rewolucja nadal jest w większości papierowa. I to nie tylko dronowa...