Po wizycie w USA (23–24 lipca) wiceminister w Ministerstwie Obrony Narodowej (MON) Magdalena Sobkowiak-Czarnecka poinformowała m.in., że kontynuowane są rozmowy na temat kolejnej pożyczki w wysokości 4 miliardów dolarów na amerykański sprzęt wojskowy w ramach Foreign Military Financing (FMF). – Mam nadzieję, że podpisanie (umowy) odbędzie się też w ciągu kilku tygodni – oświadczyła Sobkowiak-Czarnecka cytowana w komunikacie resortu.
Ta deklaracja znalazła się w cieniu informacji o staraniach o stałą bazę amerykańskich żołnierzy w Polsce oraz o produkcję rakiet do systemu Patriot w naszym kraju. Tymczasem jest to informacja bardzo ciekawa.
Polska uzyskała z USA cztery pożyczki i dwa granty na zakup uzbrojenia
Nasz kraj korzysta z FMF od 2022 roku, kiedy Amerykanie przyznali Polsce bezzwrotny grant w wysokości 289 milionów dolarów. Na początku stycznia 2023 roku, przy okazji umowy na 116 używanych czołgów Abrams M1A1 FEP (dwa bataliony), USA pokryły blisko 200 milionów dolarów z wartego około 1,4 miliarda kontraktu. To również odbyło się ze środków pomocowych.
F-35 Lightning II
Potem przyszły duże pożyczki. Pierwsza, z 25 września 2023 roku (2 miliardy dolarów), powiązana była z szerokim programem modernizacyjnym obejmującym zakupy samolotów F-35, systemów Patriot, wyrzutni HIMARS i czołgów Abrams. Drugą, również na 2 miliardy dolarów, podpisano 1 lipca 2024 roku, głównie z myślą o dalszym finansowaniu programu Wisła. Jesienią 2024 roku pojawiła się trzecia pożyczka (3,08 miliarda), tym razem związana przede wszystkim z bardzo kosztownym dla Polski (wartym około 10 miliardów dolarów) zakupem 96 śmigłowców AH-64E Guardian.
25 lipca 2025 roku szef MON podpisał umowę o gwarancji kredytowej na 4 miliardy dolarów, przeznaczonej na zakupy: śmigłowce Apache, elementy systemu Patriot i modernizację polskich F-16.
Trzeba zaznaczyć, że publiczne rachunki dotyczące pożyczek są różne. Suma wymienionych wyżej umów to nieco ponad 11 miliardów dolarów, tymczasem strona amerykańska konsekwentnie mówi o około 15 miliardach już wykorzystanych przez Polskę w ramach FMF, a po doliczeniu nowej oferty, o puli sięgającej niemal 20 miliardów dolarów. Nie wiadomo, skąd wzięła się ta różnica, możliwe, że Amerykanie liczą także instrumenty, o których nie informowano oddzielnie.
Za kolejną pożyczkę z USA Polska może kupić nie tylko kolejne myśliwce F-35, ale też wyrzutnie rakiet HIMARS
Kolejne 4 miliardy dolarów pożyczki Amerykanie zaoferowali Polsce 12 czerwca, a zatem krótko po tym, jak Polska podpisała pierwszą pulę umów finansowanych z unijnego programu SAFE (28–30 maja). Ogłosił to w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku, podczas uroczystości oficjalnego wprowadzenia pierwszych polskich F-35 do służby, podsekretarz stanu USA do spraw kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas G. DiNanno. To ten sam urzędnik, z którym spotkała się Sobkowiak-Czarnecka.
Reakcja polskiej strony była wtedy jednoznaczna. Zapytany na briefingu o finansowanie planowanego zakupu dwóch eskadr myśliwców piątej generacji, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wskazał na amerykańską ofertę, nazywając FMF „amerykańskim SAFE-em" i zapowiadając, że rząd będzie tę możliwość rozpatrywał. Trudno o czytelniejszy sygnał.
Z zapowiedzi wiceminister Sobkowiak-Czarneckiej wynika, że Polska zamierza skorzystać z czwartej dużej pożyczki i złożyć w USA kolejne zamówienia. Jeśli tak się stanie, to bardzo prawdopodobne jest, że tuż przed wyborami obecny rząd zamówi u Amerykanów dodatkowe uzbrojenie, a zamówienie takie z dużym prawdopodobieństwem obejmie też kolejne samoloty F-35. Wspomina się także o kolejnych systemach obrony przeciwlotniczej oraz o artylerii rakietowej, czyli wyrzutniach HIMARS.
Zestaw HIMARS
O potrzebie zakupu kolejnych dwóch eskadr samolotów dla polskich Sił Powietrznych mówi się co najmniej od kilku lat. O ile jednak wcześniej rozważane były różne maszyny, a nasi wojskowi jeździli po całym świecie, aby się z nimi zapoznawać, o tyle w ostatnim czasie wojsko wyraźnie komunikuje, że podstawową platformą w polskim lotnictwie wojskowym będzie w najbliższych dekadach amerykański F-35.
Dokonany wcześniej (umowa z 2020 roku) przez rząd PiS zakup 32 samolotów F-35A kosztował Polskę 4,6 miliarda dolarów. Tylko część tej kwoty finansowała pożyczka. W cenie mieścił się także bogaty pakiet szkoleniowy i logistyczny oraz koszty jednorazowe, których przy drugiej transzy już nie będzie: infrastruktura w Łasku, pierwsze szkolenie personelu, wstępny zapas części. Z drugiej strony mamy inflację dolara od 2020 roku, sięgająca około jednej czwartej oraz wyższa cena jednostkowa maszyn w standardzie TR-3 i Block 4. Przy takich założeniach kolejne 32 samoloty mogłyby kosztować w granicach 5,5–6,5 miliarda dolarów. W praktyce zakup mógłby być też mniejszy i nie obejmować dwóch kompletnych eskadr.
Czytaj więcej
Od pewnego czasu regularnie powraca temat amerykańskich F-35, które mają trafiać do odbiorców bez radarów, czyli wyposażenia kluczowego dla ich zdo...
Rząd Donalda Tuska dokona przedwyborczego zakupu uzbrojenia?
Poza oczywistymi zyskami wojskowymi taki zakup miałby dla rządu także sens z politycznego punktu widzenia. Szczególnie jeśli będziemy mieć na uwadze przyszłoroczne wybory parlamentarne. Kolejne zakupy w USA, a już szczególnie zakup kolejnych F-35, wytrąciłyby z ręki opozycyjnego PiS dwa ważne argumenty, którymi posługuje się on w sporach politycznych z obecnym kierownictwem MON. Pierwszy dotyczy zarzutu, że zaniechano zakupów uzbrojenia u Amerykanów ze szkodą dla Polski i relacji transatlantyckich. Drugi, że najważniejszy kontrakt dla wojska, czyli zakup F-35, był wyłączną zasługą PiS.
W jakimś stopniu mogłoby to też częściowo osłabić wsparcie administracji Trumpa dla opozycyjnej prawicy w czasie przyszłorocznych wyborów. Rząd mógłby spróbować kupić sobie takim zamówieniem względną neutralność samego Trumpa, który ma przecież często do polityki bardzo transakcyjne podejście.
Byłby to jednak miecz obosieczny. Rząd, który przez cały ostatni rok tłumaczył, że SAFE to program dla polskich zakładów, i chwalił się tym, że blisko 90 proc. środków trafi do krajowych firm, wystawiłby się teraz na zarzut, że przy pierwszej okazji wysyła miliardy do amerykańskiego przemysłu. Ten argument też leży na stole i ktoś po niego z pewnością sięgnie.
Jest jeszcze kwestia kalendarza, o której warto pamiętać, zanim uznamy sprawę za przesądzoną. Zakup wymaga wystąpienia z zapytaniem ofertowym, notyfikacji Kongresu i wynegocjowania umowy międzyrządowej. Zmieszczenie tego wszystkiego przed jesienią przyszłego roku jest wykonalne, ale nie będzie łatwe. Rząd, który chciałby mieć podpis przed wyborami, musiałby ruszyć z procedurą praktycznie od razu. Może też pójść łatwiejszą drogą i zamówić to uzbrojenie, na zakup którego Amerykanie już dawno dali.
Amerykańskie pożyczki mniej atrakcyjne niż te z europejskiego SAFE
Z finansowego punktu widzenia amerykańskie pożyczki nie są tak atrakcyjne, jak te z mechanizmu SAFE. Są też, podobnie jak SAFE, zwykłym długiem, który trzeba będzie spłacić. Unijnymi pożyczkami zakupów w USA nie da się jednak sfinansować. Trzeba zatem sięgać po środki amerykańskie.
Program SAFE
Już w czasie politycznego sporu o SAFE zarówno wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i minister finansów Andrzej Domański przekonywali, że wykorzystanie środków z SAFE „uwolni” środki budżetowe, które będzie można wykorzystać na zakup amerykańskiego uzbrojenia. Teraz rząd będzie chciał prawdopodobnie udowodnić, że tak faktycznie jest. I z „sumy” tych oszczędności i pożyczki, kupić „coś spektakularnego”, co głęboko zapadnie w pamięć wyborców. Można uznać, że Amerykanie, dbając rzecz jasna o własny interes, podali mu w tym przypadku pomocną dłoń w postaci kolejnych pożyczek.
Na temat tego, czy jest, czy też nie ma sensu z takich pożyczek jak amerykańskie korzystać, można się spierać. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, jak zmienia się sam instrument. W projekcie budżetu na rok finansowy 2027 administracja Trumpa tnie grantową część FMF o około 15 procent, koncentrując to, co zostaje, na Izraelu, Egipcie i Jordanii. Jednocześnie występuje o upoważnienie do udzielenia aż 18 miliardów dolarów w pożyczkach bezpośrednich i gwarancjach kredytowych. Dla Polski, która i tak korzysta wyłącznie z tej drugiej ścieżki, to niekoniecznie zła wiadomość. Rzecz w tym, że dostęp do niej pozostaje decyzją polityczną Waszyngtonu, podejmowaną w logice przesuwania priorytetów z Europy w stronę Indo-Pacyfiku. I to, a nie brak pieniędzy w amerykańskim budżecie, może sprawić, że obecna oferta stanie się na dłuższy czas ostatnią złożoną Polsce.