Bez większego rozgłosu, 25 czerwca, podczas uroczystej ceremonii przekazania dowodzenia w bolesławieckim 23 Śląskim Pułku Artylerii, przy dźwiękach orkiestry wojskowej i hymnach obu krajów, 1 Dywizja Piechoty US Army przejęła obowiązki od 3 Dywizji Piechoty, która wraca do Stanów Zjednoczonych. Docelowo wymiana obejmie kilka tysięcy żołnierzy amerykańskich. Na razie objęła element dowodzenia. W kolejnych tygodniach pododdziały rozmieszczone w Żaganiu i Świętoszowie.

1 Dywizja Piechoty jest najstarszą nieprzerwanie funkcjonującą dywizją piechoty Stanów Zjednoczonych. Mimo słowa „piechota” w nazwie, jest to związek taktyczny o strukturze dywizji ciężkiej (Armored), zdolny do dowodzenia pancerną brygadową grupą bojową (ABCT). Na co dzień stacjonuje w Fort Riley w stanie Kansas.

„Dywizja za dywizję”. Liczba żołnierzy USA w Polsce nie zmienia się

Kluczowe pozostaje to, że jest to tylko formalnie wymiana „dywizja za dywizję”. Skala amerykańskiego zaangażowania nie zmienia się. W praktyce, tak jak miało to miejsce dotychczas, nie chodzi o pełne, wielotysięczne związki taktyczne – do Polski trafiają wybrane komponenty dywizji. Są to przede wszystkim dowództwa, bataliony wsparcia oraz wybrane elementy bojowe, wpięte w szerszy system obecności USA w regionie.

Jeśli chodzi o dowództwo, to chodzi przede wszystkim o Wysunięte Dowództwo V Korpusu US Army, które koordynuje działania sił lądowych Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance NATO i stacjonuje w Poznaniu. W części bojowej jest to Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (ABCT, Armored Brigade Combat Team), czyli pancerny związek taktyczny szczebla brygady, który jest rozmieszczany rotacyjnie w Polsce wraz ze sprzętem od 2017 roku, w garnizonach w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie, Toruniu i Bolesławcu.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Taki model funkcjonuje od prawie dekady i jest świadomym wyborem Waszyngtonu. Rotacje pozwalają utrzymać ciągłość obecności wojskowej bez formalnego rozmieszczania na stałe dużych związków taktycznych. Z operacyjnego punktu widzenia efekt może być zbliżony do stałej obecności, choć różnice pozostają na poziomie politycznym, logistycznym i w zakresie ciągłości dowodzenia.

Polska stara się o stałą bazę wojsk USA w Polsce

Nie zmienia to faktu, że w Polsce stale znajdują się amerykańskie jednostki zdolne do działania, a ich skład jest regularnie odświeżany, co zwiększa pulę amerykańskich żołnierzy przeszkolonych w polskich warunkach.

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Foto: PAP

V Korpus US Army, stacjonujący w Camp Kościuszko w Poznaniu, pełni funkcję integratora zdolności lądowych Stanów Zjednoczonych w Europie i prowadzi ciągłą pracę nad wzmacnianiem interoperacyjności z sojusznikami regionalnymi, w tym z 2 Korpusem Polskim. Dlatego podporządkowane mu jednostki rotacyjne ćwiczą współpracę z polskimi jednostkami, przede wszystkim z 11 Lubuską Dywizją Kawalerii Pancernej.

Liczba stacjonujących w Polsce żołnierzy USA po pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę wzrosła niemal dwukrotnie, osiągając poziom rzędu do 10 tysięcy (liczba ta pozostaje zmienna, w zależności od rotacji i przydzielonych „wzmocnień”).

Polska stara się obecnie o powstanie stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Jak informował niedawno wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, rozmowy o takiej bazie w Polsce weszły właśnie w „kolejny etap”. Pentagon prowadzi przegląd sił, a Warszawa finalizuje ofertę lokalizacyjną i zabezpieczenie finansowe. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że od deklaracji do gotowego garnizonu dzieli nas okres planowania, zgód politycznych i miliardowe inwestycje. Wszystko to może zająć co najmniej dwa–trzy lata.

Dotychczasowe decyzje Waszyngtonu wskazywały na utrzymanie obecnego modelu: rotacyjnych wojsk wspieranych przez coraz bardziej rozbudowaną infrastrukturę i stałe elementy dowodzenia. Teraz stanowisko to ma się zmieniać.