Ile osób zostanie zmobilizowanych to informacja niejawna. Zapewne liczba ta będzie zależała od rodzaju wojny, z którą mielibyśmy do czynienia. Tego jednak na razie nie wiemy, bo brakuje (jak już napisaliśmy w „Rzeczpospolitej” w ubiegłym tygodniu)  kluczowych dokumentów strategicznych.

Jednak aby Rosja nas nie zaskoczyła, musimy budować rezerwy dla wojska. Dlaczego? Jeden z wyższych dowódców Sił Zbrojnych mówi, że na wojnie pełnoskalowej na sześciu żołnierzy, czterech to rezerwiści. Kijów ma teraz zmobilizowanych około 700 tys. ludzi, po drugiej stronie w różnym stopniu w wojnę jest zaangażowanych ok. 800 tys. Rosjan i cudzoziemskich najemników.

 W czasie wojny państwo musi działać. Jak to zorganizować?

Polska ma obecnie 216 tys. żołnierzy (w tym 155 tys. zawodowych). To oczywiste, że zbyt mało na wypadek agresji Rosji. Służba wojskowa w Polsce oparta jest – w przeciwieństwie do Ukrainy, Rosji, a także krajów bałtyckich – na służbie dobrowolnej. Kluczowe są zatem rezerwy.

Rocznie, jak szacują eksperci, na ćwiczenia wojskowe wzywanych jest ok. 40 tys. osób. Oczywiście cały zasób mobilizacyjny, a także liczba przeszkolonych rezerwistów, jest informacją niejawną. Możemy tylko szacować, w oparciu o rozmowy z oficerami WP, że po kwalifikacji wojskowej w wojskowych bazach znajdują się nazwiska kilku milionów Polaków.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Do jakiej wojny się przygotowujemy? Kiedy armia będzie gotowa

Kluczowe jest takie ich zagospodarowanie, aby w przypadku „stanu W” utrzymana była ciągłość funkcjonowania państwa. Tym bardziej, że część osób zostanie skierowanych do Obrony Cywilnej. W czasie wojny normalnie muszą działać urzędy, obiekty infrastruktury krytycznej (dostawcy prądu, gazu, wody), policja i inne służby, ale też szkoły, transport, usługi, handel i szpitale, w tym ratownictwo medyczne. Mowa też o zakładach zbrojeniowych, także podwykonawcach realizujących dla nich zlecenia produkcyjne. To oznacza, że te osoby zostaną wyłączone z mobilizacji z urzędu lub na wniosek.

Ale w tej chwili mamy do czynienia z konkurencją pomiędzy potrzebami wojskowymi a cywilnymi. Jest to widoczne np. w przypadku strażaków OSP, z których wielu służy w Wojskach Obrony Terytorialnej. W przypadku wojny powinni oni zasilić Obronę Cywilną, ale z racji służby wojskowej mogą zostać zmobilizowani do działań militarnych. – Tu działa niestety zasada, że służba, która będzie pierwsza, sięgnie po te osoby. Nie ma jasnej reguły – mówi urzędnik resortu obrony narodowej.

Wyścig o to, kogo zmobilizuje armia, a kogo OC

To dlatego, że obecnie – zdaniem gen. bryg. rez. Mirosława Brysia, zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego – dwie kluczowe ustawy dotyczące bezpieczeństwa państwa, czyli ustawa o obronie Ojczyzny i ustawa o ochronie ludności i Obronie Cywilnej wzajemnie się „nie widzą”. Luka systemowa polega na tym, że o tego samego człowieka, o tych samych kompetencjach konkurują ze sobą dwa systemy planowania: MON i MSWiA.

Brakuje wspólnej ewidencji kompetencji, wspólnego obrazu zasobów osobowych, zasad alokacji, wspólnego systemu wyłączeń oraz planowania potrzeb wojskowych i cywilnych – wskazał generał Bryś w czasie konferencji zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim przez BBN i Sztab Generalny WP.  

Rocznie na ćwiczenia wojskowe wzywanych jest ok. 40 tys. osób.

Co zatem można zrobić, aby „czas W” nie był okresem chaosu i upadku państwa? Istotna jest racjonalna, oparta na jasnych kryteriach alokacja zasobu mobilizacyjnego. W czasie tej konferencji zastępca szefa BBN przedstawił koncepcję utworzenia jednolitej bazy rezerw osobowych państwa, w której znajdowałyby się m.in. informacje o kompetencjach i kwalifikacjach, doświadczeniu zawodowym, miejscu zamieszkania, gotowości do działania, statusie prawnym, w tym wyłączeniu ze służby wojskowej.

– Z taką wiedzą łatwiej można byłoby przeprowadzić mobilizację, zachować ciągłość działania instytucji państwa, budować odporność społeczeństwa i gospodarki. Ale to też pozwoliłoby na bardziej racjonalne szkolenie rezerw – wskazuje Mirosław Bryś.

O tym, że takiego systemu wiedzy o kompetencjach obywateli nie ma, świadczą nagłaśniane w mediach społecznościowych przypadki przydziałów mobilizacyjnych dokonywanych przez wojsko na oślep np.: przydział do jednostki dronowej osoby, która nigdy nie miała do czynienia z takimi maszynami.

Nie ma jasności, kto miałby stworzyć taką spójną bazę danych. Pewne jest, że musiałaby być odpowiednio zabezpieczona, a dostęp do niej ograniczony. Nie wiadomo też, kto mógłby wprowadzać do niej dane i nimi zarządzać. Warto jednak przypomnieć, że Centralne Wojskowe Centrum Rekrutacyjne ma własny system ewidencji, który obejmuje wyłączenia powołania do służby, ale problemem jest do niego dostęp, bo jest to baza tajna. Są w nim np. dane o osobach, które posiadają uprawnienia dronowe, ale nie ma informacji o aktualnym miejscu zamieszkania, posiadanych certyfikatach językowych i stanie zdrowia.  

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy zmieniają zdanie w sprawie przywrócenia poboru do wojska

Powstanie ewidencja krajowej rezerwy OC

W maju znowelizowana została ustawa o ochronie ludności i Obronie Cywilnej, która porządkuje m.in. kwestie związane z tworzeniem rezerwy na potrzeby obrony cywilnej, czyli korpusu obrony cywilnej, ale też powołań mobilizacyjnych do OC. W skład krajowej rezerwy obrony cywilnej wejdą m.in. emerytowani funkcjonariusze policji, służb specjalnych, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Celno-Skarbowej i Służby Więziennej „oraz ich rodzin”. Powołania do OC będzie wydawał wojewoda, ale stanie się to dopiero wtedy, gdy zostanie opublikowane rozporządzenie przez szefa MSWiA, które określi m.in. wzory wniosku, karty przydziału mobilizacyjnego i wezwania do służby w OC.

Stworzona ma zostać także ewidencja krajowej rezerwy OC. Szef MSWiA ma wystąpić do MON o informację dotyczącą podlegania obowiązkowi służby wojskowej i posiadania przydziałów mobilizacyjnych, organizacyjno-mobilizacyjnych albo pracowniczych przydziałów mobilizacyjnych. Zatem jest nadzieja – o ile obydwa resorty się dogadają – na stworzenie szkieletu spójnej bazy osobowej rezerw na rzecz państwa.

Pierwotnie taka ewidencja miała być gotowa na początku tego roku, ale zostało to przesunięte na koniec 2027 r. Eksperci wskazują jednak, że wspólna baza powinna powstać w MON, a osłaniać ją przed możliwością zhakowania Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. – Jako Siły Zbrojne oczekujemy takiego narzędzia – uważa gen. bryg. dr Rafał Miernik ze Sztabu Generalnego WP.

Pomysł tworzenia jednolitej bazy rezerw osobowych państwa nie jest nowy. Dwa lata temu koncepcję organizacji Powszechnej Służby Państwowej opartej na rezerwach osobowych na rzecz państwa zamkniętej w jednolitej bazie informatycznej stworzyli analitycy Instytutu Wschodniej Flanki oraz Instytutu Sobieskiego. Napisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej”.

Czytaj więcej

Powszechna służba dla państwa. Czy będą obowiązkowe szkolenia dla młodych

Autorzy zakładają, że po ukończeniu szkoły średniej każdy młody człowiek kierowany byłby na 2-3-miesięczne szkolenia np. w czasie wakacji w oparciu o posiadane kompetencje, które przygotowywałyby do wsparcia dla państwa. Zaś do 35 roku życia raz na kilka lat uczestniczyłby w ćwiczeniach doskonalących umiejętności. Takie osoby mogłyby służyć w wojsku, albo np. pracować w szpitalach, dostarczać żywność czy leki, pomagać w ewakuacji ludności cywilnej lub dóbr kultury. Słowem – wspierać Obronę Cywilną. Ich preferencje mogłyby być ustalane w trakcie tzw. kwalifikacji wojskowej po ukończeniu 18 roku życia. Docelowo miałby powstać rejestr, który wskazywałby zadania w sytuacji kryzysu lub wojny.

Istnieje zgoda polityczna oraz wojskowych, że taka racjonalizacja zagospodarowania osób, które będą stały na straży przetrwania państwa, jest potrzebna. Szef BBN Bartosz Grodecki uważa, że budowanie rezerw to jednocześnie budowanie odporności państwa. – Skuteczny system to nie tylko ewidencja liczby osób, lecz przede wszystkim znajomość ich kwalifikacji, kompetencji i realnej dostępności – mówi.

Pobór? Politycznie niewygodny

Politycy pytani w czasie panelu w Pałacu Prezydenckim, kiedy mógłby zostać odwieszony pobór, są niechętni wobec takiego pomysłu. Wskazują na sondaże, które nie są korzystne dla tej zmiany. - Nie ma warunków do przywrócenia zasadniczej służby – uważa poseł Andrzej Grzyb (PSL), przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja) wskazuje, że wcześniej powinien być określony zakres szkolenia wojskowego. – Dzisiaj nie byłby to system efektywny, zakończyłby się kompromitacją – mówi z kolei Mariusz Błaszczak, były szef MON, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS.

Armia twierdzi jednak, że inwestuje w infrastrukturę koszarową i szkoleniową. – Rocznie na inwestycje budowlane przeznaczamy 5,5 mld zł. – mówi gen. dyw. Dariusz Mendrala, szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych.