Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego archiwa NKWD w Kazachstanie wciąż skrywają tajemnice o losach dziesiątek tysięcy deportowanych Polaków.
- Z jakimi barierami mierzą się tysiące osób starających się o repatriację i powrót do ojczyzny.
- Jaki wpływ na politykę historyczną Astany ma współczesna Rosja i co to oznacza dla polskiej społeczności.
- Czym był AŁŻIR i jaką historię skrywa jeden z największych sowieckich obozów pracy dla kobiet.
Korespondencja z Astany
– Parę lat temu posadziłam tu drzewka, ale nie chcą rosnąć. Zbyt gorąco i nie ma czym podlewać. Stoją w miejscu, ale jeszcze walczą, nie usychają. Być może kiedyś odbiją – opowiada mi Lidia, która z córkami schowała się pod jedną z nielicznych brzóz ratujących przed ponad 40-stopniowym skwarem. Na co dzień mieszkają w Astanie, prowadzą osiedlowy sklepik, ale co roku przyjeżdżają do Narodowego Sanktuarium Królowej Pokoju we wsi Oziornoje na północy Kazachstanu (niedaleko granicy z Rosją), by spotkać się z innymi potomkami wywiezionych tam w czasach stalinowskich Polaków. Tam, na pobliskiej stacji Tajynsza, w 1936 roku z wagonów bydlęcych wraz z ponad 35 tys. Polakami wysiedli jej pradziadkowie. Mieszkali na sowieckim Wołyniu, ale reżim stalinowski uznał ich za „elementy antysowieckie” i wywiózł do kazachstańskich stepów. Pradziadka rozstrzelano. Ale rodzina Lidii o tym dowiedziała się dopiero dwa lata temu.
Kazachstan. Tajemnice zbrodni Stalina wciąż pilnie strzeżone
– NKWD zabrało pradziadka niedługo po deportacji i nikt już go nie widział. Moja prababcia zmarła w latach 70. i przez całe życie wierzyła, że pradziadek żyje i kiedyś wróci. Nie doczekała się. Mój dziadek i tata o tym nigdy nie mówili, w rodzinie nie poruszało się tego tematu – mówi Lidia.
Od kilku lat walczy o to, by poznać los swojego pradziadka. A to, jak się okazuje, w Kazachstanie nie jest proste nawet po ponad siedemdziesięciu latach od śmierci Stalina i po ponad trzech dekadach od upadku ZSRR.
– Mamy znajomego oficera policji, który pomógł otrzymać dostęp do grubej teczki mojego pradziadka w archiwum MSW. Udostępniono mi zaledwie kilka stron i to „po znajomości”, reszta była zszyta. Dzięki temu dowiedziałem się, że pradziadek został rozstrzelany w 1938 r. w Karagandzie (w środkowym Kazachstanie – red.) i że został oskarżony o działalność na rzecz jakichś polskich organizacji. Nie wiem jakich, bo szczegółów nie znam, do pozostałych stron zabroniono zaglądać – opowiada.
– W MSW powiedziano mi, że w zamkniętej części mogłabym zobaczyć nazwiska funkcjonariuszy i że nikt nie chce, by rozliczano dzisiaj ich wnuków czy prawnuków. Nikogo nie chcę rozliczać, chcę jedynie poznać prawdę o losie mojego pradziadka – twierdzi.
Czytaj więcej
Obywatele największego na świecie producenta uranu zgodzili się, by szef państwa dominował w systemie politycznym.
Lidia działa w jednej z organizacji polonijnych, chodzi do polskiego kościoła w Astanie. Nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem.
– Wie pan, tu nawet dzisiaj ludzie głośno nie chcą o tym mówić. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafisz – tłumaczy mąż Lidii, którego polskich przodków bolszewicy najpierw „rozkułaczyli” w okolicy Żytomierza, a później wywieźli do Kazachstanu. Rozmawiamy po rosyjsku, dopiero uczą się polskiego i starają się o Kartę Polaka. Marzą o przeprowadzeniu się do Polski.
– Gdyby to było takie proste, to wszystko byśmy rzucili, kupilibyśmy w Polsce mieszkanie i już dawno wyjechalibyśmy. Niestety to droga przez ciernie. Łatwiej młodym, którzy szybko łapią język, bo podczas egzaminu w konsulacie na Kartę Polaka czepiają się każdego słówka – mówi Lidia. Ich starsza córka pokonała tę „drogę przez ciernie”, dobrze mówi po polsku i jesienią wybiera się do jednego z warszawskich liceów. Od wywózki jej prapradziadka minęło 90 lat i jest pierwszą osobą w rodzinie, której uda się wrócić do Ojczyzny.
Wyścigi, walki i konina dla delegacji z Polski
Stojąc w cieniu, pod pilnym okiem kazachstańskiej policji i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, przysłuchujemy się wystąpieniu marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która w sobotę w Oziornoje uczestniczyła w uroczystym poświęceniu pomnika zawierającego m.in. napis: „Narodowi Kazachstanu – wdzięczni Polacy”. Obecni na uroczystości potomkowie deportowanych Polaków wspominali o pomocy, którą ich dziadkowie i pradziadkowie otrzymywali od miejscowej ludności, również prześladowanej przez reżim stalinowski.
Od pokoleń przekazują też opowieść o cudownym jeziorze, które nagle pojawiło się w wyniku roztopów w 1941 r. i napełniło się rybami.
– To stało się ratunkiem dla wielu głodujących. Jezioro i ryby zostały przyjęte przez deportowanych Polaków jako cud i dar Boży – mówił podczas mszy arcybiskup Tomasz Peta, dobrze znany lokalnym Polakom metropolita Astany.
Historia ta zapewne pozostałaby mitem, gdyby nie fakt, że wyschnięte po II wojnie światowej jezioro ponownie powstało po roztopach w 2016 r.
– W 2017 r. łowiono w nim dziennie dwie tony ryb na wędkę – przekonywał metropolita.
Do dzisiaj przetrwały tam budowane przez deportowanych Polaków domki albo to, co po nich pozostało. Są też mieszkańcy – potomkowie wysłanych Polaków, którzy w większości już nie pamiętają polskiego. Życie tam zatrzymało się w ubiegłym wieku wraz z ucieczką stamtąd młodych za chlebem do większych kazachstańskich miast. Niełatwo tam dotrzeć. Kolumna podstawionych przez rząd Kazachstanu samochodów pędziła do Oziornoje z lotniska w Pietropawłowsku ponad dwie godziny, przecinając nieobjęte pustkowie stepów.
Czytaj więcej
Część rodzin spędziła zimę w wojskowych namiotach, które rozstawili NKWD-ziści – opisał deportację do Kazachstanu Dmitri Panto.
Przy okazji lokalne władze zorganizowały wyścigi konne w strojach ludowych, polegające na tym, że mężczyzna doganiał uciekającą kobietę i w czasie jazdy musiał ją przytulić, pozorując tym samym coś w rodzaju znanego w tamtejszej części świata „porwania żony”. Delegacja z Polski miała też okazję obejrzeć Audaryspak, czyli walkę dwóch mężczyzn polegającą na zrzuceniu przeciwnika z konia. Postawiono też jurty i hojnie częstowano m.in. koniną – narodowym przysmakiem Kazachstanu.
– To młody konik przygotowany tuż przed przyjazdem gości z Polski. Próbujcie śmiało, bo oznacza to gest wyjątkowego szacunku i zaufania – zachęcał mnie miejscowy rolnik, który dostarczył dania na przyjęcie i przyznał, że hoduje ponad sto koni. Przekonywał też, że konina nie jest czymś łatwo dostępnym w Kazachstanie, bo w Astanie, jak twierdzi, jest rozchwytywana przez ustawiających się po nią w długie kolejki przyjeżdżających tam Rosjan.
O czym marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska rozmawiała z prezydentem Kazachstanu?
W piątek marszałek Senatu spotkała się z przewodniczącymi wyższej i niższej izby kazachstańskiego parlamentu, ale została też przyjęta przez przywódcę najważniejszego kraju w Azji Centralnej – prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa.
Udała się do Kazachstanu z trzydniową wizytą w ramach najważniejszej części tegorocznych obchodów 90. rocznicy deportacji Polaków.
Rodzina Lidii i wielu innych potomków deportowanych Polaków liczy na to, że ta wizyta pomoże im odzyskać prawdę o losach ich represjonowanych i mordowanych przez Sowietów przodków.
Czytaj więcej
Z Białego Domu na Kreml „aleją przyjaźni rosyjsko-kazachskiej”. Azji Centralnej udaje się lawirować pomiędzy USA i Rosją, dwoma rywalizującymi moca...
– Rozmawiałam w trakcie tych spotkań z władzami Kazachstanu, w tym również z prezydentem, o udostępnieniu akt osobowych deportowanych Polaków naszym naukowcom. Zostałam zapewniona, że władze Kazachstanu zrobią wszystko, by jak najszybciej to umożliwić – przekonywała Kidawa-Błońska. Wnioskowała też do strony kazachstańskiej, by w nowo utworzonej Radzie Ludowej (Chalyk Kengesy, najwyższy organ doradczo-konsultacyjny) Kazachstanu znalazło się miejsce dla przedstawiciela lokalnej Polonii. W rozmowie z dziennikarzami zdradzała, że rozmawiano o gospodarce i nieco mniej o wojnie w Ukrainie. - Strona kazachstańska opowiada się za integralnością terytorialną Ukrainy – mówiła po spotkaniu z prezydentem.
O tym, że Senatowi wstępnie udało się porozumieć w tej kwestii z kazachstańskimi władzami, mówił też obecny w Astanie Robert Tyszkiewicz – były poseł PO, a obecnie koordynator ds. Polonii i Polaków za Granicą w Kancelarii Senatu RP.
– Chodzi o teczki, które wcześniej były w archiwach NKWD i KGB. To jest skarbnica wiedzy dla historyków, bo zawierają szczegóły dotyczące deportacji tysięcy Polaków. Zaproponowaliśmy kompromis, by w ramach wspólnej komisji historyków przedstawić tę opowieść naszym narodom – twierdzi Tyszkiewicz.
Tysiące Polaków czeka na repatriację z Kazachstanu
Obecnie w Kazachstanie mieszka około 35 tys. osób deklarujących narodowość polską i rząd w Warszawie szacuje, że dzisiaj na repatriację do kraju czeka ok. 8 tys. z nich.
– Bardzo niewielu może na własną rękę wynająć w Polsce mieszkanie, znaleźć legalną pracę i pokryć koszty przeprowadzki. Tymczasem w ośrodkach adaptacyjnych w Pułtusku i Środzie Wielkopolskiej są długie kolejki. Wyjechać udaje się średnio jedynie około 200 osobom rocznie. Można więc łatwo policzyć, ile lat będzie to trwało – mówi mi Witalij Chmielewski, prezes Związku Polaków w Kazachstanie, który wraz z ponad stu innymi przedstawicielami Polonii przyszedł na spotkanie z trzecią osobą w państwie polskim.
– Niemcy w latach 90. ściągnęły z Kazachstanu milion swoich rodaków i ich potomków – dodaje.
Czytaj więcej
Nie wystarczy polskie pochodzenie, by zostać repatriantem. Rząd ujawnia nadużycia w programie repatriacji i przedstawia sposoby na walkę z nimi.
Przedstawiciele Senatu zapewniali zaś, że robią wszystko, by usprawnić proces repatriacji. Miejscowi Polacy prosili też o wsparcie w sprawie wymaganych od nich przez resort edukacji certyfikatów językowych B2, niezbędnych m.in. do rozpoczęcia studiów w Polsce. Problem polega na tym, że niewielu tamtejszych Polaków stać na wysłanie swoich dzieci do Polski w celu wyrobienia takich certyfikatów, a miejscowe szkoły społeczne uczące języka polskiego takich certyfikatów nie wystawiają. Marszałek Senatu zapewniała w Astanie Polaków, że zainterweniuje w tej sprawie.
Tam też miejscowa Polonia zorganizowała wzruszający koncert, podczas którego opowiedziała historię swoich deportowanych przodków. Mimo dekad rusyfikacji nie brakowało tam młodych ludzi, którzy opanowali język polski.
– Moich pradziadków wysłano do Kazachstanu po wkroczeniu Sowietów do Polski w 1939 r. z terenów dzisiejszej Ukrainy, ale nie mamy żadnych dokumentów dotyczących ich losu – mówi mi Antonina z Pawłodaru, która na własną rękę nauczyła się polskiego i w tym roku ukończyła jedno z warszawskich liceów.
– Teraz czekam na wyniki matury i chcę dostać się na studia. W Polsce bardzo mi się podoba, zostałam ciepło przyjęta i mam dużo przyjaciół. Ale bardzo tęsknię za swoją rodziną i dlatego tu, w miarę możliwości, przyjeżdżam – opowiada.
Żony, córki i siostry „wrogów ojczyzny”. Kobiecy obóz sowieckiego Gułagu w Kazachstanie
Oziornoje nie jest jedynym bolesnym dla historii Polski miejscem na kazachstańskiej części mapy sowieckiego Gułagu. Marszałek Senatu rozpoczęła swoją wizytę w Kazachstanie od zwiedzania muzeum AŁŻIR (Akmoliński Obóz Żon Zdrajców Ojczyzny) – największego żeńskiego obozu pracy przymusowej, przez który w czasach stalinowskich przeszło 18 tys. kobiet ponad 60 różnych narodowości, w tym 173 Polki. Wstrząsające są w muzeum ekspozycje z przesłuchań i udokumentowane wspomnienia byłych więźniarek obozu. Wiele z nich przebywało tam z dziećmi, którym odbierano im po ukończeniu 3. roku życia i kierowano do sowieckich sierocińców. A później zmieniano nazwiska i przekazywano innym rodzinom. Kobiety uwolniono dopiero w 1953 r. po śmierci Stalina. W latach 90., już po upadku ZSRR, jedynie kilkanaście z nich chciało tam przyjechać i opowiedzieć swoje historie.
Muzeum leży tuż pod Astaną, ale sprawia wrażenie mocno niedoinwestowanego i zaniedbanego. Wygląda na to, że nie zmieniono tam nic od momentu jego powstania za czasów Nursułtana Nazarbajewa. Nie dotarły tam współczesne możliwości multimedialne i technologie, które Kazachstan wdraża w wielu innych sektorach. Dość powiedzieć, że miesiąc temu w Astanie otwarto 18 stacji łączącego centrum Astany z lotniskiem metra – całkowicie bezzałogowego. Z monumentalnych budynków korporacji naftowych, nowoczesnych i kolorowych wieżowców, obfitej reprezentacji wszystkich światowych marek (w tym najdroższych na świecie hoteli) oraz liczby luksusowych samochodów można wywnioskować, że środków na budowę nowoczesnego muzeum kobiecego Gułagu nie zabrakłoby. Ale nie chodzi o pieniądze.
Nie bez znaczenia jest też to, że żadne kazachstańskie medium nie zaprosiło marszałek Senatu, by porozmawiać o 90. rocznicy deportacji Polaków. Co ciekawe, trzeciej osobie w państwie polskim podczas uroczystości w AŁŻIR-ze i Oziornoje nie towarzyszył jej kazachstański odpowiednik z wyższej izby parlamentu, lecz jego zastępczyni. Zresztą po sierpniowych wyborach parlamentarnych instytucja ta ma zniknąć w ramach reformy konstytucji i utworzenia jednoizbowego Kurułtaju.
Czytaj więcej
Środkowoazjatycka republika oficjalnie pożegnała epokę rządzącego od trzech dekad Nursułtana Nazarbajewa.
– Z jednej strony są muzea i obchodzimy 31 maja Dzień Pamięci Ofiar Represji Politycznych i Głodu, ale prowadzona obecnie w Rosji polityka historyczna rzutuje też na politykę historyczną kazachstańskich władz. Gdybyśmy nie oglądali się na Rosję, władzom Kazachstanu znacznie łatwiej byłoby mówić o stalinowskich represjach. Władze niespecjalnie poruszają temat represji sowieckich, bo opozycja porównuje obecną sytuację w kraju do tamtych wydarzeń – mówi mi Jewgienij Żowtis, znany kazachstański obrońca praw człowieka.
Jak twierdzi, od obalenia w 2022 r. klanu Nursułtana Nazarbajewa (po którym pozostało wiele pamiątek, takich jak m.in. nazwane jego imieniem uniwersytet czy lotnisko) sytuacja z prawami człowieka w najbogatszym (dzięki obfitym złożom ropy) kraju Azji Centralnej się nie poprawiła.
– Jest jeszcze gorzej. Nie ma już wolnych mediów oprócz tych nadających z zagranicy i jest ponad 30 więźniów politycznych – dodaje. Wskazuje też, że temat trwającej już piąty rok wojny Rosji z Ukrainą w jego kraju jest tematem tabu. Rządowa telewizja prawie o tym nie wspomina. Lukę wypełniają propagandowe stacje Kremla nadające relacje prosto z okupowanych terenów Ukrainy.
– Mamy ponad 7 tys. kilometrów granicy z Rosją, a z drugiej strony mamy dużą granicę z Chinami. Jesteśmy za pokojem i jesteśmy neutralni – ucina jeden z polityków w Astanie.