Internetowy wpis prezydenta USA Donalda Trumpa z 21 maja z zapowiedzią wysłania do Polski „dodatkowych 5 tys. żołnierzy” wywołał wizerunkową licytację klasyczną dla polskiej polityki. Trump powołał się na radość z powodu wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta jako na motyw tej decyzji. Mimo to niejeden komentator bliski stronie rządowej przekonywał, że zasługa polskiej głowy państwa jest żadna.
Premier Tusk podziękował Nawrockiemu, wymieniając go na pierwszym miejscu. Ale już jego najwierniejszy z wiernych, szef MSW Marcin Kierwiński, o prezydencie w swoim tweecie nie wspomniał. Obsypał podziękowaniami ludzi obecnej koalicji, w tym wiceministrów obrony Cezarego Tomczyka i Pawła Zalewskiego, którzy, prawda, pojechali do Waszyngtonu, ale o których istnieniu Trump zapewne nie wie i nigdy się nie dowie. Zawsze się zastanawiam, jak dochodzi do sytuacji, kiedy Donald Tusk wychodzi przed szereg, aby wypaść lepiej niż ludzie z jego obozu. To produkt spontanicznego chaosu czy świadomego podziału ról?