Gdy nasza część świata śpi, przywódca podziwiający siebie na obrazku w postaci zasiadającego na tronie cesarza w złotej zbroi i roszczący sobie prawo do zarządzania zachodnią półkulą tworzy kolejne reguły wymyślonej przez siebie gry, w której, wbrew własnej woli, jesteśmy zmuszeni uczestniczyć. A ci, którzy się wahają i mają wątpliwości, dostaną po głowie, w najlepszym wypadku zaporowymi cłami. Dowiedzą się o tym następnego dnia, nad ranem.
Donald Trump trzęsie światem. Codziennie narzuca nowe zasady
Od roku zjednoczona Europa próbowała przekonać Trumpa, by nie porzucał Ukrainy, i tłumaczyła, dlaczego sprawiedliwy pokój nad Dnieprem ma znaczenie dla bezpieczeństwa całego kontynentu. Najwyraźniej prezydent USA niezbyt uważnie słuchał swoich europejskich rozmówców podczas gry w golfa, gdyż niedawno po raz kolejny odpowiedzialnością za brak porozumienia pokojowego obarczył Ukrainę.
Czytaj więcej
Obarczając odpowiedzialnością za brak porozumienia pokojowego Ukrainę, prezydent USA leje wodę na młyn propagandy Kremla. To motywuje Putina do dal...
Nie byliśmy też w stanie (i nadal nie jesteśmy) jednoznacznie skomentować wydarzeń w Wenezueli. Z jednej strony Amerykanie wywieźli z Caracas dyktatora Nicolása Maduro, ale Trump przecież układa się z jego następczynią i wprost mówi, że chodzi wyłącznie o wenezuelską ropę. Nie o prawa człowieka czy wartości demokratyczne. Tych postulatów na tablicy porządku światowego nie widzimy już od dawna.
Żachnęliśmy się i nie umiemy dojść do siebie po zapowiedziach amerykańskiego przywódcy, który nie wykluczył siłowego przejęcia Grenlandii. Jak poprzeć Danię, by nie narazić się „cesarzowi”? Zapewne wielu przywódców w Europie zadaje sobie takie pytanie, patrząc na listę ciągle zmieniających się, często sprzecznych ze sobą i wykluczających się nawzajem trumpowskich przykazań.
Donald Trump zaprosił do Rady Pokoju Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę
Nie zdążyliśmy ich przetrawić, gdy „cesarz” erygował kolejną inicjatywę – Radę Pokoju – i zaprosił do niej m.in. Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę.
Pierwszy rozpętał największy konflikt zbrojny w Europie od czasów II wojny światowej(i nie zamierza go kończyć), a przedtem zaatakował Gruzję i utopił we krwi Czeczenię. Drugi pozbył się wszystkich swoich rywali politycznych, wypchnął z kraju setki tysięcy „nielojalnych” obywateli i przetrzymuje w kazamatach (według białoruskiego Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”) 1 144 więźniów politycznych, w tym dziennikarza i jednego z liderów mniejszości polskiej Andrzeja Poczobuta. Brakuje tylko zaproszenia do Rady Pokoju dla Kim Dzong Una. Być może jeszcze nie zapłacił wymaganego od stałych członków miliarda dolarów.
Czytaj więcej
Zaproszenie Karola Nawrockiego do tworzonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju to z jednej strony szansa i propozycja nie do odrzucenia, a z drugiej...
Trump oczekuje, że Europa machnie na swoje fundamentalne wartości ręką i usiądzie do stołu z dobranym przez niego towarzystwem. Najpierw, w gronie krwawych dyktatorów, mielibyśmy rozstrzygnąć los Bliskiego Wschodu. Następnie zajęlibyśmy się zapewne Ameryką Południową, a w niezbyt odległej przyszłości Grenlandią i naszą częścią świata (wojną w Ukrainie). Głosy satrapów i demokratycznie wybranych przywódców zlałyby się w jeden, powróciłyby zasady siły i zaprawdę trudno wówczas byłoby nam się połapać, kto jest kim na tym światowym balu przebierańców.