Analiza Radaru: Rdza na pancerzach. Czy polskie czołgi doczekają modernizacji?

W tym przejściowym okresie należałoby pilnie zmodernizować to co mamy. Przede wszystkim przestarzałe tanki z rodziny T-72. Fot./Krzysztof Łokaj

Polska z ok. 1000 czołgami w jednostkach i magazynach w statystycznym ujęciu może uchodzić za pancerną potęgę. W praktyce jednak, jako licencyjny producent tej broni, nie jest w stanie odzyskać dawnej pozycji.

– Kiedy sąsiedzi zza Bugu wzmacniali pancerne pięści u nas, w tym czasie, z wielkim trudem znajdowano pieniądze zaledwie na remonty i bieżące naprawy – mówi Henryk Knapczyk, b. szef gliwickiego centrum badawczo rozwojowego broni pancernej.

Były dyrektor OBRUM ma swoją teorię upadku branży. Gdyby kolejne, polityczne ekipy w MON, nie przekreślały lekkomyślnie planów swych poprzedników i zrealizowały opracowywane w przeszłości w śląskich instytutach dalekosiężne wizje odnowienia sił pancernych. Wtedy już dawno bylibyśmy w czołówce czołgowego wyścigu. Niestety przez ostatnie trzy dekady nie potrafiliśmy nawet solidnie odnowić sprzętu i wyposażyć go w nowoczesną amunicję.

Czy jest szansa na zmianę tej sytuacji? Pewne nadzieje wynikają z deklaracji i zapowiedzi rządowych. W sztabach uświadomiono sobie, że zanim do jednostek trafi czołg najnowszej generacji, najlepiej pancerz polskiej konstrukcji, musi minąć 10 -15 lat. W tym przejściowym okresie należałoby pilnie zmodernizować to co mamy. Przede wszystkim przestarzałe tanki z rodziny T-72. Szansą na realne  pancerne wzmocnienie jest też wdrożona modernizacja – z niemiecką pomocą – przejętych od Bundeswehry leopardów.

Czytaj także: MON zamierza odnowić setki starych czołgów

Imponujące statystyki

Według światowego rankingu, który powstał w oparciu o dane zebrane przez CIA, Polska z 1065  czołgami w 2018 r. znajdowała się na 22 miejscu na świecie. Dla porównania Niemcy posiadają 408 czołgów, Wielka Brytania 407, Francja – 423, ale już Rosja 15 398 takich maszyn. W siłach pancernych RP wykorzystywane są czołgi z rodziny T–72 oraz czołgi Leopard 2 w wersji A4 i A5 (prawie 250).

Ostatnie poważne próby modernizacji sprzętu rodzimej produkcji podejmowano w połowie lat dziewięćdziesiątych. To wówczas pojawił się skuteczniej chroniący załogę PT 91 Twardy. Eksperci są zgodni. Gdyby rozwój tej czołgowej platformy kontynuowano, a równolegle unowocześniano amunicję, bylibyśmy dziś w czołówce producentów broni pancernej ze sporymi szansami na eksport. Niestety stało się inaczej.

Czytaj także: Najnowocześniejszy rosyjski czołg w produkcji seryjnej

Nie nadążamy za zmianami

Wojciech Łuczak znawca broni pancernej, wiceprezes spółki Altair wydawcy fachowego pisma Raport: Wojsko Technika Obronność, wyjaśnia: – Najgorzej, że nie nadążamy za globalnymi zmianami w pancernych arsenałach. A przeszły one głęboką metamorfozę pod wpływem ostatnich militarnych konfliktów.

– Do tego nie myślimy też strategicznie: na naszych oczach tworzą się polityczno–przemysłowe koalicje i konsorcja, które wytyczają właśnie perspektywę rozwoju czołgowych konstrukcji przyszłości. Warszawa nie włączyła się do debaty i nie próbuje zabrać się z najlepszymi do pancernego pociągu – narzeka analityk Raportu WTO.

Zdaniem Łuczaka zamiast wykorzystania nie utraconych jeszcze kompetencji rodzimego przemysłu, który swoim czasie rozwijał poradzieckie konstrukcje, a nawet eksportował całe fabryki tanków „pod klucz” do krajów trzeciego świata, zadowalamy się prowizorką.

Ukryty potencjał T-72

Eksperci wskazują iż choć już od trzech lat wśród decydentów z MON dojrzewa koncepcja rewitalizacji  starych licencyjnych tanków z rodziny T-72. Mowa jest nawet o ok. 300 modernizowanych czołgach.  Jednak przemysł do tej pory nie dostał do ręki dokumentu, który konkretyzowałby te plany.

Prezesi spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej mają nadzieję, że odpowiedź na wiele pytań dotyczących polskiego wyścigu zbrojeń w sferze pancernej, znajdzie się w najnowszej edycji Planu Modernizacji Technicznej. MON od miesięcy zapowiada jego rychłe przyjęcie, ale termin konsekwentnie jest przesuwany. Ostatnie zapowiedzi mówią o przyjęciu PMT w drugiej połowie marca.

Z drugiej strony nieoficjalnie wiadomo, że administracja ustala z Zakładami Mechanicznymi w Łabędach zakres potencjalnych kosztów oraz wariantów modernizacji T-72. W zależności od liczby modernizowanych czołgów i poziomu zmian  koszty operacji mogą być liczone w milionach – dowiaduje się  „Radar”.

Prace modernizacyjne przy T-72 miałyby trzy zasadnicze cele. Po pierwsze wzmocnienie napędu – aby zwiększyć manewrowość czołgów. Druga kwestia to radykalne poprawienie siły i precyzji ognia. Trzecia zwiększenie bezpieczeństwa załogi.

Czytaj także: Rwie się polski wyścig zbrojeń

Cyfrowy lifting

Andrzej Kiński, szef pisma Wojsko i Technika, ujawnia, że przemysł przygotował kilka wariantów przebudowy i doposażenia czołgów. Najdalej idący lifting wprowadza technologie cyfrowe do systemów obserwacji, łączności, samoobrony i kierowania ogniem. Dodatkowo przewiduje też radykalne posunięcia. Wymiana armat na nowocześniejsze, wzmocnienie ochrony przeciwminowej i balistycznej. To drogie poprawki. Jednak np. system kierowania ogniem (SKO) nowej generacji wydatnie zwiększa szanse trafienia przeciwnika pierwszym strzałem.

– O tym jak głęboka i kosztowna będzie modernizacja czołgów zdecyduje wojsko. Najważniejsze by nie skończyło się na zwyczajnym odmalowaniu i remoncie – mówi Kiński .

Dyrektor Knapczyk zwraca uwagę, że Rosjanie w ostatnich latach znakomicie zwiększyli możliwość przetrwania czołgów z rodziny T-72 na polu walki. Gruntownie zmodyfikowali systemy obserwacji i kierowania ogniem. Wzmocnili ochronę załogi oraz poprawili mobilność. Rewolucyjnego wręcz postępu dokonali w dziedzinie amunicji.

– Pod tym względem Wschód jest już w innej epoce – twierdzi b.szef OBRUM.

Wychodzenie z zaułka

– My musimy wyjść z pata, w którym się znaleźliśmy na własne życzenie. Odsuwając w czasie decyzje o odnawianiu pancerzy –  twierdzi Łuczak.

Nie mamy zresztą wyjścia. Polska podjęła już decyzję o budowie nowej ciężkiej dywizji i zwiększeniu potencjału wojsk zmechanizowanych na wschodniej flance kraju. Trzeba zatem szybko i względnie tanim kosztem wyposażyć w czołgi tworzone brygady pancerne.

Modernizacja T-72 to w tej sytuacji racjonalne działanie – mówi Łuczak.

– W naszych warunkach – idąc tą drogą – zaoszczędzimy na serwisie i szkoleniu załóg. System obsługi tanków T-72 istnieje i od lat nieźle funkcjonuje w polskiej armii – dodaje ekspert.

Polski Leo z niemieckim wsparciem

Jest pewne, że optymistyczny scenariusz ziści się w odniesieniu do przejętych od Bundeswehry, używanych niemieckich leopardów. Kontrakty z Rheinmetall Landsysteme w sprawie ich unowocześnienia podpisano już trzy lata temu. Prototypy odnowionych Leo 2PL powinny lada chwila trafić na testy.

Program zakłada modernizację 128 leopardów generacji 2A4 służących w polskiej armii i ma kosztować 2,4 mld zł.

W zaplanowanym procesie przekazywania technologii, niemiecki partner Polskiej Grupy Zbrojeniowej  zobowiązał się do udzielenia Zakładom Mechanicznym „Bumar-Łabędy”, wsparcia technicznego na etapie produkcji wozów seryjnych oraz dostarczenia niezbędnych narzędzi i przekazania know-how. Według ustaleń „Radaru” nie obyło się bez kłopotów z utrzymaniem tempa i efektywności współpracy.

Czytaj także: Turcja uruchamia produkcję własnego czołgu

Leopardy czyli ostrzenie pazurów

Andrzej Kiński przypomina, że polska armia dosyć późno zdecydowała się na niezbędną modernizację swoich leopardów. Już dawno zrobili to inni użytkownicy czołgów generacji 2A4 – Hiszpanie, Szwedzi czy Kanadyjczycy.

Jeśli przedsięwzięcie się jednak powiedzie, odnowione polskie Leo będą miały najbardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania. Wśród nich m.in. elektryczną stabilizację uzbrojenia i całej wieży, odnowiony cyfrowy system kierowania ogniem, nowoczesne urządzenia obserwacji oraz wzmocniony pancerz.

W przyszłości czołg musi być przystosowany do wymiany urządzeń łączności. Chodzi o to, aby można było go było zaadaptować w przyszłości do systemu BMS – nowoczesnej, informatycznej  sieci zarządzania polem walki. Uważnego przeglądu wymagają lufy czołgów, a poważniejszego liftingu  – mechanizmy zamka armaty. Te ostatnie muszą być dostosowane do użycia nowych rodzajów nowoczesnej amunicji, w tym programowalnej – twierdzą eksperci.

Czytaj także: M1 Abrams – nie taki piękny, jak go malują

 

 

 

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Indie mają broń przeciw satelitom

W specjalnym orędziu telewizyjnym ogłosił to premier Narendra Modi. – Nasi uczeni zestrzelili działającego ...

Izraelskie rakiety dla polskich zestawów Patriot

Krajowe firmy już wkrótce rozpoczną uzgadnianie z amerykańskimi parterami szczegóły współpracy przemysłowej – dowiedziała ...

Wisła: Most do współpracy

Program pozyskania systemu obrony przeciwlotniczej i rakietowej średniego zasięgu Wisła to nowe szanse współpracy ...