Departament Stanu USA zapalił zielone światło dla sprzedaży Polsce mobilnych artyleryjskich zestawów rakietowych Homar (HIMARS). Wyrzutnie Homara mogą precyzyjnie naprowadzanymi pociskami niszczyć lądowe cele oddalone o 300 km.

Decyzję udostępnieniu Warszawie dalekosiężnej broni musi teraz w ciągu kilkunastu dni zaaprobować amerykański Kongres. Potem, jeśli zgoda zostanie potwierdzona, rozpoczną się negocjacje zgodne z zasadami procedury Foreign Military Sales. To właśnie wtedy – linijka po linijce – zostaną ustalone szczegóły końcowego kontraktu na dostawy zestawów Homar do Polski.

MON, które za rządów Antoniego Macierewicza planowało zakup ogromnej liczby wyrzutni, powściągnęło mocarstwowe zamiary. Złożony wniosek zakłada pozyskanie ok. 20 zestawów Homar z zapasem pocisków i pakietem wsparcia technicznego o wartości szacowanej na ok. 2,5 mld zł.

Notyfikacja do Kongresu mówi o wstępnej wycenie zestawów w skład których wchodzą wieloprowadnicowe, mobilne wyrzutnie rakiet, pojazdy obsługi logistycznej i systemy kierowania walką i naprowadzania pocisków rzędu 655 mln dol. Zestawy Homar produkowane przez Lockheed Martin to wieloprowadnicowe wyrzutnie kierowanych rakiet ziemia –ziemia o zasięgu do 300 km. Mają być naszą odpowiedzią na rosyjskie Iskandery.

Czytaj także: Rakietowy Homar nadlatuje z USA za 8 mld złotych

Rakietowy HIMARS z półki

Przygotowania do zbudowania nowoczesnego arsenału dla lądowej tarczy rakietowej (program Homar) trwały od lat, odkąd kresu swej przydatności dożyły sukcesywnie wycofywane taktyczne rakiety ziemia – ziemia rosyjskiej konstrukcji. W okresie rządów koalicji PO – PSL zaplanowano pozyskanie nowej broni w ramach programu Homar z wykorzystaniem krajowych jednostek badawczych i potencjału rodzimych firm, głównie Huty Stalowa Wola. Plan przewidywał zakup licencji i produkowanie w kraju nowoczesnych pocisków.

Ambitny program realizowany w ramach strategicznej pracy badawczo- rozwojowej miał kosztować ponad 7 mld zł. W pierwotnych założeniach polskie miały być w Homarze m. in. systemy kierowania ogniem, łączności, nawigacji, kryptologia, rozwiązania informatyczne. Przy okazji budowy lądowej tarczy rakietowej siłami rodzimej zbrojeniówki planowano rozwój nowych generacji pojazdów dla licencyjnych wyrzutni, transportowego wsparcia ( potrzeby oceniano na ok. 2 tys. platform różnego typu).

Latem tego roku MON zmieniło plan. Rząd postanowił, że wojsko zamówi gotowy, produkowany przez Lockheed Martin system HIMARS negocjując międzyrządowy kontrakt bezpośrednio z Waszyngtonem.

Czytaj także: Wyścig zbrojeń według Mariusza Błaszczaka

Gotowe do użycia

Taka procedura – tłumaczył latem resort obrony, pozwoli przyspieszyć dostawy dywizjonowych modułów ogniowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych dla lądowej tarczy Homar i przy okazji zaoszczędzić – eliminując koszty i ryzyko prowadzenia w kraju przemysłowych przedsięwzięć offsetowych.

– Celem MON jest przede wszystkim terminowa dostawa sprzętu i zapewnienie zdolności bojowych Wojsk Rakietowych i Artylerii – przekonywał Mariusz Błaszczak szef resort obrony.

Na celowniku polskich negocjatorów znalazł się zestaw High Mobility Artillery Rocket System (HIMARS) – oręż dobrze znany i rozpowszechniony w krajach NATO. To wielowariantowa broń o maksymalnym zasięgu ok. 300 km ( w przypadku pocisków ATACMS).

Systemy HIMARS instalowane na specjalnych ciężarówkach uzbrajane są w kilka rodzajów kierowanych rakiet z klasycznymi głowicami i mają w zależności od wersji pocisku zasięg od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów (w przypadku potężnych rakiet kal. 607 mm). Polska armia jest zainteresowana nabyciem zestawów z maksymalnie dalekonośnymi rakietami ATACMS a także wyrzutni uzbrojonych w pociski GMLRS o zasięgu ok. 80 km.

– Zestawy rakietowe Lockheeda mają wiele zalet, to broń w pełni dojrzała, gotowa do użycia, łatwa do przeniesienia w polskie warunki. Do tego dostosowana do amerykańskiego, militarnego i specjalnie zabezpieczonego systemu naprowadzania GPS – mówi Adam Maciejewski ekspert fachowego pisma „Wojsko i Technika”.

Potrzebne technologie

Michał Likowski redaktor naczelny Raportu WTO żałuje, że przy okazji programu Homar nie wykorzystano wszystkich możliwości zdobycia przemysłowych kompetencji w dziedzinie broni precyzyjnej.

– Warto wiedzieć, że w ostatnich latach koncernom z USA wyrośli w świecie poważni konkurenci. – Ogromne postępy w dziedzinie rozwoju rakiet ziemia- ziemia zrobiła zainteresowana polskim rynkiem m. in. Turcja a zwłaszcza technologiczne spółki z Izraela – mówi Likowski.

Ekspert twierdzi, że oferty związane z Homarem , napływające z Tel Awiwu, były wyraźnie tańsze od amerykańskich. Do tego firmy takie jak Israel Military Industries dysponują pełnymi prawami do produktu i eksportu precyzyjnej broni.

– A to kluczowa sprawa gdy chce się rozwijać u siebie krytyczne, licencyjne technologie. Typowe dla USA są raczej wyjątkowo restrykcyjne bariery eksportowe chroniące najnowocześniejsze konstrukcje zbrojeniowe US Army – mówi Likowski.

Mogą Ci się również spodobać

Rekordowa umowa na zakup myśliwców F-35

Pentagon podpisał umowę z koncernem Lockheed Martin na zakup 478 wielozadaniowych samolotów bojowych F-35. ...

Lockheed Martin pierwszy zakontraktuje offset za patrioty

Lockheed pomoże urządzić w Polsce laboratorium do badań pocisków rakietowych. Spółka umożliwi także przygotowanie ...

Straż Graniczna dostanie nowe samoloty

Polska Straż Graniczna zostanie wyposażone w dwa nowe samoloty patrolowe. Umowa ma wartość 109,8 ...